Menu Szukaj Czym jest escape room? Wszystkie pokoje Promocje Vouchery prezentowe Gra Escape Room Zaloguj się
Quara
  • Escape room Kolekcjoner Dusz

    Kolekcjoner Dusz
    DO NOT ENTER
    Wodzisław Śląski

    Wiarygodna opinia

    Ujdża? Łidża...? Dobra tam, przesuwaj!

    03.06.2018 | data wizyty: 02.06.2018

    "Kolekcjoner Dusz" jest Escape Room'em z serii tych, przez które się płynie. Świetne ustawienie ludzi w pokoju przed rozpoczęciem, dzięki któremu od razu jesteśmy w centrum wydarzeń. Absolutnie genialna, mroczna fabuła towarzysząca nam w każdej minucie zabawy. Masa logicznych zagadek ściśle połączonych ze scenariuszem. Klimatyczne wnętrze, w którym dominują przeróżne symbole, a oświetlenie wraz z muzyką zdają się grać razem z nami. W tym wszystkim my - banda szaleńców igrająca z ogniem piekielnym...

    Zaskakują mnie inne opinie mówiące o trudności pokoju, ponieważ, według mnie, zagadki prowadzą graczy za rękę przez cały czas. Tutaj nie ma przedmiotów w losowych miejscach, nie trzeba okrutnie wytężać wzroku, wystarczy uruchomić mózgownicę i oddać się... fabule, oczywiście. Jedyna umiejętność, która przyda się na każdym kroku, to umiejętność czytania ze zrozumieniem.

    Pokój będzie odpowiedni zarówno dla mniejszych, jak i większych grup; nasza liczyła 4 osoby i nikt nie był wykluczony z zabawy, nie przepychaliśmy się łokciami. Przy 2-osobowych zespołach klimat prawdopodobnie zrobi się cięższy... Ameryki tutaj nie odkryję mówiąc, że to horror - tylko dla ludzi lubiących nutkę strachu. Bardzo dobry horror, taki "w sam raz", ale nadal nie dla wszystkich. I na pewno nie jest to pokój na pierwszy raz.

    Można zauważyć, że "Kolekcjoner..." jest wykonany lekko budżetowo, jednak nie uderza to w zagadki, a odrobinę w wystrój, co szczęśliwie nie wpływa na jakość rozrywki. Pojawia się trochę kłódek, ale nie są to jedyne zastosowane rozwiązania, a nawet one są wkomponowane w fabułę z ogromnym smakiem.

    "Kolekcjoner Dusz" skradł moje serce! Bawiłam się w nim rewelacyjnie; dał mi wszystko to, co uwielbiam w pokojach: kłódki i mechanizmy w dobrych proporcjach, fabuła, emocje, logika, estetyka! Jeden z ulubionych :-)
    Gorąco, gorąco polecam!

    Po wyjściu z pokoju pooglądaliśmy Centrum Dowodzenia, pośmialiśmy się, porozmawialiśmy. Fajnie się z Wami przesiaduje, Panowie, jesteście bardzo pozytywni :-)
    Do zobaczenia!

    Zdjęcie grupy na Facebook
    (kliknij, by zobaczyć zdjęcie na Facebook)
  • Escape room Cmentarzysko

    Cmentarzysko
    DO NOT ENTER
    Wodzisław Śląski

    Wiarygodna opinia

    Czy ktoś mógłby podać mi latarkę, do cholery?!

    03.06.2018 | data wizyty: 02.06.2018

    Na Cmentarzysku należącym do DO NOT ENTER znalazłam coś, co bardzo lubię: rewelacyjny klimat tworzony przez urokliwy wystrój i spójną fabułę. Niestety, znalazłam też coś, czego bardzo nie lubię: zagadki na spostrzegawczość przy niewystarczającej ilości światła. Jednak to nie za naszą ślepotę zabieram punkt z oceny ogólnej.
    A za co?
    Jeden z członków mojego zespołu trafnie podsumował zastosowane mechanizmy: "kłódka - kłódka - kłódka - kłódka - ooo, nie kłódka? - a nie, jednak kłódka". Jakoś mi to nie do końca pasowało, żeby przez całą cmentarną fabułę walczyć wyłącznie o kody (chociaż czasem były "otrzymywane" w naprawdę rewelacyjny sposób), gdy aż się prosi o zastosowanie innych rozwiązań - znajdujemy się w tak wdzięcznej scenerii, jest tyle możliwości! Przez te kłódki miałam wrażenie, że po rewelacyjnym wykończeniu pokoju... brakło budżetu na dopieszczenie zagadek. Były też pojedyncze, drobne rzeczy, które psuły nam zabawę.
    Ponadto, brakowało nam jeszcze jednego, dodatkowego źródła światła dla czwartej osoby. I, co najgorsze... po wyjściu czułam niedosyt. Dosłownie zagadkowy niedosyt.

    Mogę przejść do chwalenia ;-)
    Fabularnie wszystko jest dopięte na ostatni guzik. W okolicy dawno temu stało się coś strasznego, do tego ktoś cały czas nam towarzyszy podczas rozwiązywania łamigłówek... Przez całą godzinę dowiadujemy się więcej i więcej. Odkrywane elementy układamy jak puzzle, tworząc ciekawy, piękny i jednocześnie tragiczny obraz. A przy tym... Podkład dźwiękowy budzi niepokój, a panujący półmrok wcale nie pomaga wrażliwszym uczestnikom zabawy.

    Sposoby walki o kody raczej różnią się między kłódką a kłódką, zwykle są dość jasno zakomunikowane (wiadomo, o co chodzi, ale przy "niedowidzącym" zespole nie zawsze wiadomo, skąd to wziąć). Całość jest liniowa. Były dwie czy trzy zagadki, kiedy nie mogłam się nadziwić - twórcy naprawdę mają łeb na karku! Warto zwolnić i rozwiązywać tajemnicę Cmentarzyska na spokojnie. Skupić się, wyciszyć, wszystko dokładnie przejrzeć, włączyć myślenie... założyć okulary :P...

    Przez rozmiar "Cmentarzyska" i liniowość zagadek polecam wizytę w 2-3 kumate osoby. Pokój nie należy do najłatwiejszych.

    Za rozgadaną ekipę stojącą przy Centrum Dowodzenia daję bez wahania 10/10. Jesteście kreatywni i pozytywni!

    Zdjęcie grupy na Facebook
    (kliknij, by zobaczyć zdjęcie na Facebook)
  • Escape room Seria Niefortunnych Zagadek

    Seria Niefortunnych Zagadek
    Cinema Escape
    Pszczyna

    Wiarygodna opinia

    Do wszystkich gaduł, kombinatorów i macantów!

    03.06.2018 | data wizyty: 02.06.2018

    Ten Escape Room został stworzony właśnie dla Was!

    Niezwykle Tajna Organizacja poszukuje ludzi, którzy są na tyle odważni, by rozmawiać ze swoimi towarzyszami, na tyle ciekawscy, by przewrócić wszystko do góry nogami* oraz na tyle bystrzy, by skojarzyć... eeee... jedno z drugim!

    I tak pojawiła się nasza ekipa: Bajka, Bójka, Brawurka i... Bala...? Nie pytajcie, kto jest kim, chociaż, tak naprawdę, to porównanie do Atomówek jest lekko niefortunne (hehe), ponieważ my mamy nosa - i to do bardzo dobrych pokojów!

    Fabularnie wszystko jest na swoim miejscu od początku do końca. Jasno określony cel i zasady zabawy. Nie trzeba oglądać serialu, żeby docenić fantastyczny klimat, budowany przez formę zagadek i dopracowany wystrój oraz rekwizyty.

    Łamigłówki - tych nie jest ekstremalnie dużo, lecz na pewnym etapie rozrywki wymagają rondelka komunikacji. Dodatkowo: szczypta spostrzegawczości, szklanka ciekawości, zamieszać pomyślunkiem pięć razy w prawo szybkim ruchem i voilà! Gotowe. Misja ukończona sukcesem.
    Tak, wszystkie zagadki są ciekawe, różnorodne, czasem wymagające, mniej lub bardziej intuicyjne, a do tego wprost REWELACYJNIE dopasowane do wnętrza.

    Całkiem zgrany, średnio zaawansowany zespół złożony z 3 do 4 osób poradzi sobie bez większych problemów i żadnej osoby nie dopadnie znużenie.

    Dodam jeszcze tyle, że to właśnie twórcom i jednocześnie obsłudze należą się ogromne brawa. Za kreatywny pomysł, wysokobudżetową realizację i, oczywiście, bardzo dobre podejście do gości (klientów).

    "Seria Niefortunnych Zagadek" trafia na listę moich ulubionych ER'ów, za co, a jak, dziękuję!
    Polecam!

    * - no dobra, nie aż tak ciekawscy ;-)

    Zdjęcie grupy na Facebook
    (kliknij, by zobaczyć zdjęcie na Facebook)
  • Escape room Fabryka Czekolady

    Fabryka Czekolady
    LOFTescape
    Chorzów

    Wiarygodna opinia

    Przyjemnie w tej fabryce!

    31.05.2018 | data wizyty: 31.05.2018

    Od rana miałam ochotę na słodkie - oj, jak świetnie się złożyło!

    Pani z obsługi jest osobą IDEALNIE pasującą do tego miejsca - bardzo pozytywna, uśmiechnięta, lekko zakręcona. Z jajem i bardzo płynnie przeszła z zasad do wprowadzania w fabułę. Powiedziałabym, że się zakochałam, ale trochę głupio tak przy wszystkich ;-)

    Sama "Fabryka Czekolady" nie miała zbyt wiele wspólnego z czekoladą, a raczej z cukierkami/cukiernią, ale i tak było bardzo słodko. Wystrój był ładny, przyjemny dla oka! Nie miało się wrażenia, że wnętrze jest puste i wybrakowane, wszystko było na swoim miejscu. Zmiany wystroju były na ogromny plus, z dużą ciekawością odkrywało się kolejne tajemnice Wonki. Chętnie (chociaż z lekkim wstydem) korzystaliśmy z możliwości podjadania...

    Zagadki były bardzo przyjemne, głównie manualne. Należało złamać kilka kodów, ale można powiedzieć, że były bardzo łatwe do odkrycia. Zdecydowana większość "łamigłówek" była intuicyjna, a do tego świetnie wpasowana w klimat pokoju. Mojej drużynie w ogóle się nie spieszyło i mieliśmy dużo radości z zabawy (no jak tu się spieszyć, gdy tak fajnie, co?), a nawet zdążyliśmy wyjść przed czasem. Przedostatnie rozwiązanie trochę nas zaskoczyło - jednak trzeba być spostrzegawczym i kojarzyć fakty, zamiast pozostawać w stanie leniwej buły ;-)

    Bardzo mi się podobał system podpowiadania (w sumie dopiero po naciśnięciu ślicznego guziczka przypomniałam sobie, do czego miał służyć, hehe), perfekcyjnie wpasowany w klimat!

    Byliśmy w 4 osoby z doświadczeniem 50/50 (2 bardziej zaawansowane, 2 początkujące) i po tym, jak w zabawę zaangażowała się cała grupa, powiem tak:
    "Fabryka Czekolady" może być nawet dla początkujących. To świetna, niebanalna zabawa dla osób, które nie boją się współpracy i myślenia na głos. Zagadek nie jest bardzo dużo, ale niektóre mogą być czasochłonne. Odczuwałam ogromną przyjemność z przebywania w tym pokoju, a każde rozwiązanie dawało satysfakcję.

    Polecam przyjść tutaj nawet w 4 osoby - nie na wyścigi, a zwyczajnie po to, by wraz z przyjaciółmi cieszyć się tym, co tym razem oferuje LOFTescape.
    A oferuje kawał rewelacyjnej rozrywki :-)

  • Escape room Pogromcy duchów

    Pogromcy duchów
    Quick Escape Room
    Bytom

    Złoczyńca, który nie lubi kotów? Już po niego jedziemy!

    28.05.2018 | data wizyty: 27.05.2018

    Moja drużyna złożona była z 3 osób z mniejszym lub większym doświadczeniem, przy czym zazwyczaj odwiedzaliśmy pokoje sprawdzone przez znajomych lub umiejscowione stosunkowo wysoko w rankingu LockMe. Tym razem było inaczej - spontaniczna kawa i decyzja o pójściu do pokoju, byle bliżej. Opinie całkiem dobre i nie wahaliśmy się długo - zrobimy test.

    Lokalizacja jest bardzo dobra, w centrum Bytomia. W pobliżu jest darmowy parking. Samo lokum jak na razie za serce nie chwyta, ale wierzę w dobre chęci właścicieli, więc to tylko kwestia czasu.

    Obsługa/twórcy/właściciele to bardzo miłe osoby, wprowadziły dobrze znane już wszystkim zasady - nie używamy siły i nie przewracamy pokoju do góry nogami. Rozpoczęcie zabawy było zaskakujące i bardzo mi się podobało :-)

    Sam pokój jest duży i daje pole do popisu. Nie odczuwałam pustki, chociaż wykończenie mogłoby być jeszcze ciut lepsze. Trzeba bardzo dobrze przeszukać pokój, co chyba nikogo nie zaskoczy. Niektóre zagadki polegają trochę na spostrzegawczości, współpracy, wymagają podstawowego kojarzenia faktów, należy uważnie obserwować. Pojawiło się kilka fajnych elektronicznych rozwiązań, które mnie ucieszyły. Niektóre zagadki były świeże, spotkałam się z nimi pierwszy raz. Poziom trudności jest raczej niewysoki. Początkowo pokój jest nieliniowy, dopiero po jakimś czasie wszystko się zbiega i prowadzi do zakończenia rozgrywki, które również angażuje kilka osób. Stąd, nawet większe grupy raczej nie będą się nudzić.

    Jestem zdania, że "Pogromcy duchów" to pokój nawet dla początkujących. W bardzo fajny sposób pokazuje, z czym się je Escape Roomy, bo jest tutaj wszystkiego po trochu i nie jest to trudne do ogarnięcia.

    Ekipa pracująca jest bardzo rozmowna i wzbudza dużą sympatię. Widać, że cały czas pracują nad tym, żeby poprawiać jakość pokoju. Czekam na Wasze następne pokoje, żeby zobaczyć, w którym kierunku zmierzacie :-)

    Pozwolę sobie odjąć jeden punkt - trochę za estetykę lokum, trochę za... kolory i jak na razie też za stosunek jakości do ceny.

    Niemniej, bawiliśmy się dobrze :-) Dzięki i do zobaczenia!

  • Escape room Psychiatryk 2.0

    Psychiatryk 2.0
    Set Me Free
    Rybnik

    Wiarygodna opinia

    To kim Ty w końcu jesteś?!

    24.05.2018 | data wizyty: 23.05.2018

    Już od dłuższego czasu czekałam na dzień, w którym zdobędę się na odwagę i wraz z zespołem pojadę do mojego pierwszego horroru. Cel: "Psychiatryk 2.0". Spakowaliśmy paczkę pampersów, wsiedliśmy w auto - oto jesteśmy!

    Właściciel i zarazem (współ-?)twórca jest bardzo uśmiechniętą i pozytywną osobą, pomimo stosunkowo późnej pory. Zostaliśmy bardzo serdecznie powitani, zrobiono nam zdjęcie, chwilę porozmawialiśmy na różne tematy, pośmialiśmy się, po czym przeszliśmy do wprowadzenia do fabuły. Tak, zaskoczenie - w "Psychiatryku 2.0" jest fabuła, która ma ręce i nogi. W pokoju okazało się, że motyw przewodni nie był po prostu opowiedziany przed drzwiami i do zapomnienia - on towarzyszył nam przez całą zabawę, a tego brakuje w wielu ER'ach.

    Pomieszczenie jest po prostu nie-sa-mo-wi-te, niepokojące - oświetlenie i muzyka robią tutaj naprawdę bardzo dobrą robotę. Wystrój i łamigłówki są świetnie dopasowane do psychiki pacjenta; zagadki są tak skonstruowane, że podczas rozwiązywania odczuwa się lekki strach. Z niektórymi rozwiązaniami spotkałam się po raz pierwszy i były naprawdę bardzo dobre. Zagadki są logiczne, zróżnicowane. Cały czas towarzyszy nam przeczucie (ciekawe, na jakiej podstawie? ;-)), że pacjent bardzo nie chce naszego towarzystwa. Gdyby nie porządna dawka emocji, pokój nie byłby trudny, ale wymaga spostrzegawczości i skupienia - ciężko o to, gdy prawie cały czas dzieje się coś... niespodziewanego ;-)

    Bez zastanowienia wzięliśmy wersję normalną i nie wyobrażam sobie przechodzić przez pokój bez tych wszystkich "efektów". Przez to pokój był jednak bardziej wymagający i już pod koniec rozrywki odczuwałam zmęczenie - porządna dawka emocji zrobiła swoje. Lubię się bać, a przez cały czas był to strach kontrolowany, co mi się bardzo podobało. Pokój w pełnej wersji polecam wszystkim, którzy podchodzą do tego rodzaju zabaw z odpowiednią dawką dystansu (ale nie za dużą, żeby nie psuć sobie zabawy :-)). Emocje są naprawdę duże i niezapomniane. Rada ode mnie dla przyszłych „pokoleń”? Wczujcie się w fabułę!

    Moim zdaniem, pokój w wersji full-wypas faktycznie jest dedykowany osobom doświadczonym. 2-3 osoby to tak w sam raz.

    Po wyjściu spędziliśmy jeszcze dużo czasu na pogaduszkach - w Set Me Free czułam się bardzo chcianym gościem, za co dziękuję! „Psychiatryk 2.0” jest pokojem z fantastycznie zrealizowanym scenariuszem, z całego serca polecam – to jeden z moich ulubionych ER’ów.

    Zdjęcie grupy na Facebook
    (kliknij, by zobaczyć zdjęcie na Facebook)
  • Escape room Wrota Czasu - Egipt

    Wrota Czasu - Egipt
    TickTack
    Gliwice

    Wiarygodna opinia

    Mam piasek w kieszeni

    23.05.2018 | data wizyty: 23.05.2018

    Słysząc, że wyprawa do Egiptu jest ciut trudniejsza od tej na Tortugę, zdecydowaliśmy się nabrać więcej wprawy w rozwiązywaniu zagadek, po czym przybyliśmy, zobaczyliśmy i zwyciężyliśmy... No doooobra, nie było wcale tak łatwo :-)

    Drugi raz spotkaliśmy tego samego pana z obsługi, który nas pamiętał (!) - było to ekstremalnie miłe :-) Chwila rozmowy i zaczęło się wprowadzenie do zabawy, włącznie z małym testem, ile zapamiętaliśmy z poprzedniej wizyty :D Jeszcze tylko zrzucimy niepotrzebne rzeczy i możemy rozpoczynać podróż przez wrota czasu, tym razem 3500 lat wstecz...

    W środku, o matko!, to wykończenie! Dbałość o każdy szczegół, element wystroju, jest po prostu niesamowita. I wiarygodna - wszystko pasuje do ogólnego wyobrażenia o starożytnym Egipcie. Nawet kamery były ciut poukrywane :-) Nie mogłam uwierzyć, że w tym pokoju nie uświadczy się ani jednej kłódki, a jednak okazało się to prawdą. Każdy mechanizm robi wrażenie - jeden prostszy, inny ciut bardziej złożony, jeszcze inny zaskakujący. To, co spotkało nas tym razem po drugiej stronie wrót czasu było logiczne, chociaż momentami dość wymagające. Zagadek nie jest bardzo dużo, ale przez ich czasochłonność dobrze jest podzielić się obowiązkami, cały czas pamiętając o komunikacji w zespole i uważnej obserwacji.

    Wydaje mi się, że przez wzgląd na ilość zagadek i rozmiar pomieszczenia "Egipt" jest stworzony dla 2-3 osób. Wiadomo, że dodatkowe głowy i pary oczu zawsze przyspieszą proces rozwiązywania zagadek, ale jednak...

    Po wyjściu (lekko opóźnionym przez parę drobiazgów) mogliśmy pooglądać, jak wygląda Centrum Dowodzenia i jeszcze chwilę porozmawiać z bardzo sympatyczną obsługą. Dajecie czadu i na pewno się zobaczymy w Waszych następnych pokojach!

    Dzięki!

    Zdjęcie grupy na Facebook
    (kliknij, by zobaczyć zdjęcie na Facebook)
  • Escape room Garaż Edmunda

    Garaż Edmunda
    Tajemnica Garażu
    Świętochłowice

    Ach, ten niesforny dziadek!

    20.05.2018 | data wizyty: 18.05.2018

    Informacja o Escape Room'ie w garażu nas zaintrygowała do tego stopnia, że zaraz po uruchomieniu rezerwacji skorzystaliśmy z okazji i wślizgnęliśmy się na wolny termin.
    Bardzo niewiele właścicieli Escape Room'ów gwarantuje miejsce parkingowe, a tutaj ono było - niby pierdoła, ale jakie to było fantastyczne! :-)

    Świetne było wprowadzenie w fabułę, które trochę zbiło z tropu jednego z moich towarzyszy (uwierzył, że faktycznie czekamy na dziadka). To dowodzi tylko temu, że Twórca zagadał nas bardzo realistycznie ;-) Zaczęliśmy się bawić jeszcze przed wejściem, co bardzo lubię - przecież o to chodzi.

    Już po chwili wchodzimy do garażu, który jest skrytką majsterkowicza; miejscem, w którym można odpocząć od świata zewnętrznego. Bardzo ładny i stary zegar pokazuje nam aktualną godzinę - można się poczuć jak u jednego ze starszych krewnych, a przy okazji w klimatyczny sposób możemy określić pozostały czas. Jest to coś, co bym pozostawiła dla następnych gości (tzn. nie zmieniała formy informowania o czasie). Wszystko jest dopieszczone, schludne, na swoim miejscu. Jedyne, co może trochę boleć, to to, że garaż jest jednak dość pusty... Rozumiem jednak ograniczone możliwości i czas - w końcu to hobby, a nie sposób na życie.

    Ogromnie podobała mi się fabuła, która towarzyszy nam od początku do końca - cały czas było wiadomo, jaki jest cel naszej wizyty.

    Zagadek było całkiem sporo i były bardzo ciekawe. Nie wszystko było ekstremalnie oczywiste, ale na pewno było logiczne i z przyjemnością się rozwiązywało każdą z łamigłówek. Pojawiło się parę zaskoczeń i elementów, których się nie spodziewałam, a były takim perskim okiem puszczonym w stronę gościa. Trzeba było trochę pokombinować, pokojarzyć fakty, pogimnastykować się, a przede wszystkim pomyśleć. Współpraca też jest wskazana. Doświadczenie również.

    Z ogromną przyjemnością wykorzystałam ze swoim zespołem cały limit czasu (a nawet jeszcze więcej ;-)), chociaż nie obyło się bez zgrzytów - pomieszczenie jest jednak dosyć małe i uważam (i nie tylko ja tak uważam), że 2 osoby w zupełności wystarczą do rozwiązania tajemnicy garażu. Najlepiej zgrane i doświadczone.

    Zakończenie na pewno Was zaskoczy :-)

    Po wyjściu, Łukasz poświęcił bardzo dużo czasu na dalszą rozmowę o Escape Roomach, zaprosił do wpisania się na tablicę Twórców, poczęstował napojem, a przy tym był tak niesamowicie serdeczny, że aż nie chciało się wychodzić! Żeby każdy Właściciel taki był! :-)

    Biorąc pod uwagę, że pokój jest zrobiony naprawdę bardzo dobrze i starannie, a w jego powstanie włożono serce (a nawet dwa serca - tutaj serdeczne pozdrowienia dla Pana Taty), nie widzę innej możliwości, jak wystawić Łukaszowi same dziesiątki!

    Bardzo, bardzo dziękuję!

    Zdjęcie grupy na Facebook
    (kliknij, by zobaczyć zdjęcie na Facebook)

    Odpowiedź Tajemnica Garażu

    Dzięki za obszerny komentarz i rozmowę po wyjściu. Do zobaczenia!

  • Escape room Plugawy HOTel

    Plugawy HOTel
    Lock House
    Kraków

    Wiarygodna opinia

    Tymczasem przy Krowoderskiej...

    14.05.2018 | data wizyty: 11.05.2018

    Swoją przygodę z krakowskimi Escape Room’ami rozpoczęłam od Plugawego HOTelu – całkiem świeżego pokoju, który wybrałam naszej ekipie dość przypadkowo („Skoro będziemy szli do Lipnitzkiego, to czemu od razu nie zahaczyć o drugi pokój w tym samym miejscu?”). Nasz zespół (ABW ;-)) stanowią dwie osoby średnio zaawansowane (+/- 10 ER’ów) i jedna doświadczona (+/- 30 ER’ów).

    Uśmiechnięta pani z obsługi wprowadziła nas do fabuły(podobno to był jej hotelowy debiut), wpuściła nas do pokoju i wraz zamknięciem drzwi rozpoczęła się zabawa. Rozglądamy się… O, hotel! ;-) Już od początku wśród rozwiązań pokazują się elementy, których wcześniej nie widziałam w żadnym innym pokoju, a przynajmniej nie w takiej formie. Niestety, pojawiła się też forma „rozrywki”, która średnio nas ubawiła, bo… zależy głównie od szczęścia. Akurat tak się „zdarzyło”, że powiedzieć, że mieliśmy mało szczęścia – to mało! Mieliśmy po prostu pecha : ) Przez chwilową liniowość zmarnowaliśmy na to bardzo dużo czasu (zdecydowanie za dużo), zamiast zostawić przy tym jedną osobę, gdy reszta będzie myślała nad czymś innym. Przyznam szczerze, że z perspektywy uczestnika pomysł z zabawą trochę polegającą na modlitwie do boga RNG był kiepski, frustrujący.

    Pozostałe zagadki były ciekawe i bardzo kreatywne. Nieliniowe. Po raz kolejny powiem, że z częścią rozwiązań spotkałam się po raz pierwszy. Łamigłówki bazują na bardzo różnych mechanizmach i wymagają one współpracy, spostrzegawczości, ciekawości (heheh), dobrego słuchu i… ciszy. W jednym przypadku nawet wysokiego wzrostu :P Nie powiem, że wszystkie były klimatyczne, bo kilka było naprawdę dziwnych pod tym względem (pasowałyby do innego profilu bohatera i innego miejsca), chociaż były rewelacyjne. Tutaj też bardzo zwracam uwagę na pewien mechanizm ograniczający liczbę prób (chociażby tylko na piśmie) – uważam, że kiedy pojawia się coś takiego, należy być PEWNYM odpowiedzi, a w tym pokoju tej pewności zabrakło. Wpisywanie „na pałę” nie powinno mieć miejsca („A, bo może akurat tutaj będzie pasowało”), wszystko powinno być logiczne. Tym bardziej, że zagadek jest naprawdę dużo i nie ma czasu na jego marnowanie przy pierdołach. W trakcie zabawy pojawił się jeden smaczek, za który... czapki z głów!

    3-4 osoby z niemałym doświadczeniem i odrobiną szczęścia na pewno sobie poradzą.

    Uważam, że należy jeszcze popracować nad całością. Jest to pokój dość niedawno otwarty, więc, prawdopodobnie, niektóre elementy będą się zmieniać. Nasza ekipa zwróciła uwagę właściciela na pewne problemy i usłyszeliśmy, że zostaną one poprawione. Uważam też, że pokój jest raczej dla grup doświadczonych niż dla średnio zaawansowanych. Moim zdaniem, „Plugawy HOTel” ma niewykorzystany w pełni potencjał do zwyczajnego zmiażdżenia konkurencji.
    Biorąc pod uwagę powyższe, aktualnie wystawiam „Plugawemu HOTelowi” ocenę ogólną 8/10 (4 na szynach :P), ale naprawdę chętnie zmienię opinię, gdy się przekonam, że popracowano nad jego wadami.

    Szczęśliwie się też złożyło, że pod koniec naszej wizyty w Lock House pojawił się właściciel. Kiedy przyszły następne grupy, nadal rozmawialiśmy. Właściciel jest gawędziarzem i ma bardzo otwartą głowę na pomysły innych ludzi. Pracująca ekipa jest świetna, a pani z obsługi życzę powodzenia w dalszej escape’owej karierze!
    Dzięki!

  • Escape room Sekret Profesora Lipnitzkiego

    Sekret Profesora Lipnitzkiego
    Lock House
    Kraków

    Wiarygodna opinia

    Pobrudziłeś sobie ręce...?

    13.05.2018 | data wizyty: 11.05.2018

    U Profesora Lipnitzkiego wylądowałam ze swoimi przyjaciółmi tuż po wizycie w Plugawym Hotelu. Dzięki temu trochę już wiedziałam, czego się mogę spodziewać po Lock House, którzy mają swój dość specyficzny styl.

    Fabularnie wszystko jest OK, a nasza zabawa zaczyna się jeszcze przed wejściem. Dostajemy kilka gadżetów, konkretne zadanie do wykonania i… wkradamy się do gabinetu, zaczynając misję. Biorąc pod uwagę zainteresowania naukowe Profesora Lipnitzkiego, wyposażenie niby jest takie, jakie być powinno, chociaż trochę ubogie, biorąc pod uwagę ilość miejsca. Gdyby zmniejszyć pokój albo wsadzić więcej rekwizytów, całość robiłaby większe wrażenie. Trochę mnie zaskoczyło, że część zadania (ta najważniejsza) nie wymagała od nas dłuższych poszukiwań i przez to wywołała mieszane uczucia.

    Jedna zagadka niby była logiczna, można było ją rozwiązać na kilka sposobów i logiki nabierała dopiero po rozwiązaniu i omówieniu :D Dziwne, ale może zmęczenie całym dniem dało się nam we znaki. Zagadki są oczywiste według właściciela i to rzekomo jest OK, ale jednak sprawiają problem, którego mogłyby nie sprawiać - wygląda to na utrudnianie na siłę. Ponadto, jesteśmy grupą, która miała już wcześniej do czynienia z brakiem możliwości wielokrotnego wpisywania „na pałę” (przez określony „limit”) i przez to podchodzimy do tematu bardzo ostrożnie – tego rodzaju zamki są bardzo niefortunne.

    O ile początek mi się nie za bardzo podobał, chociaż jedna z zagadek była po prostu EPICKA (ciągle mówię o pierwszej części), to pozostała część była po prostu dobra i bardzo szybka – trochę na przeszukanie, pomyślenie, współpracę. Tak jak pisałam wyżej – Lock House mają swój specyficzny styl…

    Zagadek jest trochę, ale są czasochłonne, tak akurat na 3 średnio zaawansowane osoby, ponieważ poziom trudności jest... średni. Zachęcam do zaliczenia co najmniej kilku innych pokojów z topki LockMe przed zaliczeniem "Sekretu Profesora Lipnitzkiego". Łamigłówki wymagają czasu, uwagi oraz trzeźwości umysłu. Zastosowane rozwiązania bywają nieszablonowe, ale w większości przypadków naprawdę ciekawe.

    Trochę miałam problem z wystawieniem oceny i musiałam nabrać do całości dystansu, głównie przez to, że kolega nabroił przy jednej rzeczy. Odsuwając na bok ten wypadek przy pracy, pokój był sensowny, a zakończenie historii zabawne, ciekawe. Po wyjściu mieliśmy ogromną przyjemność poznać właściciela, z którym jeszcze przez jakiś czas rozmawialiśmy, wymieniając się uwagami. Suma summarum, uważam, że całościowo pokój zasługuje na 9/10, bo jednak są drobiazgi, które można poprawić, żeby pokój zachwycał (wymienione wyżej).

    A, robicie świetne zdjęcia! Dzięki i serdecznie pozdrawiam! :-)

Zobacz więcej opinii: 1 2 3 4 5 6
Ta strona używa cookies

Możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce. Niektóre funkcje witryny mogą wtedy nie działać.

Poznaj naszą politykę cookie.

OK, ROZUMIEM