Menu Szukaj Czym jest escape room? Wszystkie pokoje Promocje Vouchery prezentowe Gra Escape Room Zaloguj się
Żaneta T. 1
  • Escape room Statek Piratów 2.0

    Statek Piratów 2.0
    Escape Us
    Olsztyn

    Morska przygoda na najwyższym poziomie! (22)

    14.03.2019 | data wizyty: 10.03.2019

    Nieco rozczarowani naszym ostatnim pokojem w Olsztynie, postanowiliśmy odpuścić escape roomy do końca wizyty. Niedługo jednak wytrwaliśmy w postanowieniu – już następnego wieczoru głód przygód pchnął nas w kierunku nowej rezerwacji. Tym razem, zupełnie spontanicznie, postanowiliśmy odwiedzić olsztyńską nowość – Escape Us i Statek Piratów 2.0. Szybka rezerwacja, 10 minut przejazdu do siedziby firmy i już staliśmy przed świeżo wyremontowanym budynkiem z ogromnym napisem „Zieniewicz” na elewacji. Czy to tu? Przed wejściem do budynku troszkę zwątpiliśmy, ale już na parterze zobaczyliśmy oklejone drzwi z nazwą firmy. Uff, pierwsza zagadka rozwiązana ;)

    Przywitał nas miły i bardzo kontaktowy właściciel, który szybko wyjaśnil zasady gry, a po informacji, że jest to nasz 22 pokój, nazwał nas doświadczonymi! Och, jakże się mylił!

    Escape Us jest reaktywacją firmy po kompletnym remoncie budynku. Co za tym idzie pomieszczenia tchną nowością, są zadbane i spełniają najsurowsze normy bezpieczeństwa. My czuliśmy się zarówno w pokoju, jak i w poczekalni zupełnie bezpiecznie i komfortowo. Właściciele firmy stawiają na rozrywkę rodzinną i pilnują, aby miejsce udostępnione przez nich nie tylko sprawiało wrażenie profesjonalnie przygotowanego, ale po prostu takie było. W całym pokoju, w którym daliśmy się zamknąć, nie było ani jednej rzeczy oklejonej taśmą lub znakiem „nie dotykać”. Ani jednej! Już samo to zasługuje na wielkie brawa, bo rozplanowanie pokoju w taki sposób, aby poukrywać wszystkie nie biorące udziału w grze elementy, wymaga wręcz upierdliwej precyzji, inwencji i świadczy o tym, że właściciele poważnie podchodzą do bezpieczeństwa graczy. A gdy dodamy do tego perfekcyjny klimat tworzony przez idealnie wystylizowane wnętrze statku... Wraz z mężem wręcz oczekiwaliśmy, że w pewnym momencie pokład zacznie uciekać nam spod stóp. Wszystkie elementy pokoju były doskonale dobrane, co sprawiło, że wręcz zatopiliśmy się w pirackiej przygodzie. A po grze spędziliśmy jeszcze dobre 40 minut na rozmowie z właścicielem i macaniu wszelkich elementów pokoju oraz wymienianiu naszych uwag i doświadczeń.

    Sam pokój, choć o takiej samej tematyce, jak pokój otwarty przez firmę przed remontem, ma podobno zupełnie nowe zagadki. Nie jesteśmy w stanie tego ocenić, ale te, które zastaliśmy w pokoju w wersji 2.0 były świetne. Każda związana była ściśle z tematyką pokoju, a to tworzyło klimat absolutnie spójny z wystrojem. Stylizowane przedmioty, fajna zagadka manualna, trochę gimnastyki dla ciała i umysłu, kilka zadań na spostrzegawczość i zagadki wymuszające pełną współpracę oraz doskonałą komunikację uczestników gry – oto przepis na sukces! Na godzinę można zapomnieć o całym realnym świecie i przenieść się do świata statków, piratów oraz cennych skarbów. Same zagadki nie są trudne, choć można się na nich wyłożyć. Można też dwukrotnie pomylić wpisywanie POPRAWNEGO kodu lub hasła, prawda, mój mężu? Co on by zrobił beze mnie? :)

    Pokonaliśmy pokój w 40 minut z jedną podpowiedzią (do najprostszej, moim zdaniem, zagadki – ot i doświadczona grupa!) i tylko we dwoje. Zagadki są na średnim poziomie, z pewnością każdy poradzi sobie z nimi bez problemu, a w razie przestoju obsługa czuwa i służy pomocą. Choć Statek Piratów 2.0 to pokój typowo przygodowy, a my nastawiamy się raczej na thrillery i horrory, z budynku wyszliśmy z bananami na twarzach. Czy to średni poziom naszych olsztyńskich doświadczeń, czy to po prostu dopracowane w każdym calu dzieło Escape Us, grunt, że dostaliśmy dokładnie to, czego oczekujemy po topowych escape roomach – dużą dozę rozrywki z lekką nutą niedosytu. Jedynym minusem, na który oboje z mężem zwróciliśmy uwagę, był brak szafki depozytowej w poczekalni (taki nasz mały fioł ;) ), ale podobno jest już zamówiona. Z pewnością przy następnej wizycie w Olsztynie wpadniemy sprawdzić, czy już stoi :)

    Jak wyłączyć światło w pokoju, w którym włącznik/wyłącznik znajduje się pod boazerią? O rozwiązanie tej zagadki możecie zapytać właścicieli przy osobistej wizycie w Escape Us :) Ja szczerze polecam wybranie się tam, nie tylko dla zadania tego i innych pytań, ale też dla przeżycia ucieczki z najlepszego w obecnej chwili pokoju w Olsztynie.

    Odpowiedź Escape Us

    Bardzo, bardzo dziękujemy! To ogromna przyjemność o zaszczyt czytać tak piękne słowa!

  • Escape room Zamach na Napoleona

    Zamach na Napoleona
    iESCAPE
    Olsztyn

    Kolejna olsztyńska przygoda (21)

    14.03.2019 | data wizyty: 09.03.2019

    Następna wizyta w Olsztynie była dla nas doskonałą okazją, aby kontynuować poznawanie olsztyńskich escape roomów. Zaraz więc po rozpakowaniu walizek, pamiętając o poprzednich dobrych doświadczeniach z firmą iESCAPE, zdecydowaliśmy się na wzięcie udziału w Zamachu na Napoleona.

    Kolejny scenariusz osadzony w olsztyńskiej lokalizacji to domena twórczyń iESCAPE, które wyciągają smaczki z historii Olsztyna i zamieniają je w dobre fabuły. Tym razem skazani na śmierć musieliśmy wydostać się z lochów, gdzie pokornie mieliśmy oczekiwać na stracenie. Ale jako, iż bezczynność nie leży w naszej naturze, natychmiast zaczęliśmy kombinować, jak zmienić nasze położenie. A nie było to wcale takie proste. Ostatecznie uciekliśmy z więzienia tylko dzięki litościwemu ciemiężycielowi, który dodał nam do rozgrywki kilka minut. W dwie osoby uwijaliśmy się jak w ukropie, ale nie zdążyliśmy uporać się z zagadkami przed upływem czasu, mimo trzech podpowiedzi.

    Zagadki były różnorodne. Ciekawa łamigłówka manualna, sporo liczenia oraz dużo, naprawdę dużo kłódek. Zbyt dużo jak na mój gust. Mimo, iż plany właścicieli iESCAPE idą podobno w kierunku unowocześniania rozgrywki, Zamach na Napoleona jest zdecydowanie pokojem pierwszej generacji. Nie byłoby w tym zupełnie nic złego, gdyby nie fakt, że dopasowywanie kodu na trzy cyfry do jednej z trzech kłódek trzycyfrowych (po kolei, taka zgadywanka), jest jednak mocno zniechęcające. Dlatego gdy tuż przed finałową zagadką odkryliśmy z mężem jeszcze jedną kłódkę, oboje westchnęliśmy z irytacją.

    Sytuacji nie poprawia także to, że pokój jest już lekko wysłużony. Niektóre kłódki nie działają już tak bezproblemowo, więc przy wpisywaniu kodów trzeba zachować czujność i precyzję. O dziwo, z jedyną nietypową dla nas przeszkodą tego typu poradziliśmy sobie koncertowo - podpowiedź była bardzo przejrzysta.

    Oczywiście nie jest to gra złożona z samych kłódek! Niektóre zagadki są bardzo pomysłowe i mimo, iż był to nasz 21 pokój, niemal żadna nie powtórzyła się z innymi grami, nie wspominając już o innych pokojach od iESCAPE. Wydaje się, że kreatywność dziewczyn nie ma granic i stworzą jeszcze nie jeden dobry pokój! Ten jest poprawny i ciekawy, ale do ścisłej czołówki trochę mu brakuje. W porównaniu chociażby z ich nowszym Upiorem z Alt Allenstein jest troszkę rozczarowujący, choć wciąż na całkiem niezłym poziomie.

    Czymś, co zawsze niesamowicie podoba się nam w iESCAPE jest mega entuzjastyczna i przyjazna obsługa. Dziewczyny z powodzeniem mogłyby prowadzić szkolenia "jak dopieścić klienta" oraz "wasze zdanie jest dla nas ważne" :) Mieliśmy wrażenie, że nie tylko nasza mistrzyni gry, ale też pozostałe członkinie załogi iESCAPE są zupełnie szczerze zainteresowane naszymi uwagami i odczuciami na temat rozgrywki. To sprawia, że wychodząc z siedziby firmy mamy poczucie, że one są tam dla nas, a nasza rozrywka i zabawa oraz nasz dobrze spędzony czas wolny leży im na serduchach. Za to należą im się naprawdę gromkie brawa!

    Słyszeliśmy, że plany firmy obejmują likwidację niektórych pokoi pierwszej generacji i powstanie nowych, unowocześnienionych. Z Zamachu na Napoleona mogą zrezygnować bez żalu. Pomysłów na pewno długo im nie zabraknie :)

    Odpowiedź iESCAPE

    Dziękujemy pięknie za wizytę i za recenzję. Rzeczywiście "Zamach na Napoleona" jest jednym z naszych pierwszych pokoi - ma już niemal trzy lata. Stąd pewne natężenie kłódkowych rozwiązań. Tak, jak Pani wspomniała, staramy się od tego odchodzić. Na pewno nie zupełnie - lubimy kłódki i one u nas zawsze będą, ale w coraz mniejszej liczbie. Cieszymy się ogromnie, że mimo kłódek, doceniają Państwo pozostałe rozwiązania i pomysły na zagadki. Szczególnie nas cieszy, że żadna zagadka nie powtórzyła się z Państwa wcześniejszymi pokojami - w przypadku tak doświadczonej grupy, jak Państwo, to duży komplement :) Dziękujemy również za ciepłe słowa dotyczące naszej obsługi. Rzeczywiście jest tak, jak Pani pisze - grupy są dla nas najważniejsze, a Państwa uwagi - pozytywne i te mniej przychylne - są dla nas na wagę złota. Tylko dzięki nim możemy się rozwijać. Potwierdzamy również, że będziemy niebawem budować kolejne pokoje. Z "Zamachu na Napoleona" jeszcze na pewno nie zrezygnujemy - ten pokój ma swoich miłośników (choć rzeczywiście zdecydowanie lepiej rozwiązywać w nim zagadki większą grupą). Wnioskując po naszych rozmowach, po tym, co Pani pisze i po Pani wcześniejszych pozytywnych recenzjach naszych pokoi (szczególnie "Upiora z Alt Allenstein"), gorąco zachęcamy Państwa do wizyty w "Apokalipsie". Przy kolejnej okazji, polecamy właśnie ten pokój. O ile nas przeczucie nie myli (a mamy nadzieję, że nie), "Apokalipsa" powinna Państwu sprawić dużą przyjemność :) Zapraszamy serdecznie.

  • Escape room Tajemnica Drukarza

    Tajemnica Drukarza
    Adventure Hunters
    Warszawa

    Co z tym drukarzem? (20)

    14.03.2019 | data wizyty: 08.03.2019

    Dwudziesty, jubileuszowy escape room wypadł nam po ponad dwumiesięcznej przerwie. Nasz wybór padł na Tajemnicę Drukarza, stosunkowo nowy warszawski pokój przygotowany przez firmę Exit Now, który zdążył zebrać dość obiecujące recenzje. A ponieważ uwielbiamy wyrabiać sobie własne opinie, w miłe piątkowe popołudnie stawiliśmy się w pełnym, trzyosobowym składzie w budynku na Pradze Południe, gdzie kiedyś mieściła się drukarnia. Już sam pomysł osadzenia fabuły gry w miejscu, które tchnie historią, wydał się nam ciekawy.

    Do siedziby firmy trafić nie sposób. Próbowaliśmy sami pokręcić się po korytarzach, w nadziei na odnalezienie miejsca gry, ale po wielominutowym błądzeniu po budynku i nie napotkaniu niczego, co przypominałoby escape room, poddaliśmy się i podążyliśmy za instrukcją przesłaną w SMS-ie. Już po chwili wyszła po nas miła pani, która tłumacząc zasady gry i wprowadzając w historię miejsca, w którym się znaleźliśmy, przeprowadziła nas przez cały budynek sobie tylko znaną plątaniną korytarzy i klatek schodowych. Samo to wprowadziło nas w klimat zabawy na tyle, że gra zaczęła mieszać się z rzeczywistością.

    Po wejściu do pokoju realizm uderzył nas ze zdwojoną siłą. Przez moment miałam wrażenie, że twórcy gry nie musieli wkładać zbyt wiele wysiłku w stylizację pokoju, bo wcale nie wydawał się on wystylizowany. Poczuliśmy się jak intruzi, którzy wdarli się do autentycznego pomieszczenia zajmowanego przez bohatera opowieści. Meble, rekwizyty, zagadki – wszystko to sprawiło, że na chwilę przenieśliśmy się w czasie i zatopiliśmy w fabule. Tak jak lubimy najbardziej, nie brakowało dreszczyków emocji i elementów, które na dłużej skupiły naszą uwagę, a zarówno wystrój, jak i klimat pokoju dopracowany został w każdym szczególe.

    Zagadki nie okazały się dla nas zbyt trudne, pokój opuściliśmy po 52 minutach, biorąc po drodze jedną podpowiedź, na dodatek konieczną jedynie ze względu na nasze gapiostwo. Może wyszliśmy nieco z wprawy przez długą przerwę w odwiedzaniu pokoi, ale zawaliliśmy element przeszukania i nie odkryliśmy naprawdę OCZYWISTEJ skrytki, w co, po podpowiedzi, sami nie mogliśmy uwierzyć! Z grą powinny sobie poradzić zgrane zespoły z nawet niewielkim doświadczeniem, ale najwięcej satysfakcji wyciągną z niego miłośnicy mocniejszych wrażeń, którzy mają za sobą już kilka gier.

    Ze względu na osadzenie historyczne oraz nawiązanie w fabule gry do samej lokalizacji escape roomu, historia w nim opowiedziana, zyskuje nowe życie. Czy to jedynie fantazja twórców? A może ekipa Exit Now odkryła coś, o czym do tej pory wiedziały jedynie ściany starej drukarni? Najlepiej będzie, gdy sami się o tym przekonacie.

  • Escape room Tajemnicza Komnata

    Tajemnicza Komnata
    Świat Zagadek
    Warszawa

    Magia w centrum handlowym (19)

    14.03.2019 | data wizyty: 03.01.2019

    W Nowy Rok postanowiliśmy wejść z przytupem i wybrać się do jednego z lepiej ocenianych warszawskich Escape Roomów, który mieści się... pod Warszawą, a dokładnie w centrum handlowym M1 w Markach. Nasz wybór padł na pokój Komnata Tajemnic od Świata Zagadek. Jako zapalona Potteromaniaczka, miałam wobec niego spore oczekiwania, choć obawiałam się, że będzie on bardzo luźno nawiązywał do tematyki serii o Harrym Potterze. Mimo to namówiłam do gry męża, który fanem sagi o czarodziejach nie jest, ale zachęciły go pozytywne opinie innych graczy.
    Już na wejściu poczuliśmy się dość komfortowo – w poczekalni znaleźliśmy absolutnie wszystko, czego mogliśmy się spodziewać po Escape Roomie, od szafki depozytowej po słodki poczęstunek, który jak zwykle najbardziej ucieszył męża :) Miejsce jest przestronne, jasne i bezpieczne (o czym czuję się w obowiązku wspomnieć, biorąc pod uwagę niedawne wydarzenia), a obsługująca nas właścicielka firmy to osoba bardzo kontaktowa, która nie dość, że miło wprowadziła nas do gry, to po niej omówiła z nami szczegóły pokoju oraz podzieliła się swoimi licznymi doświadczeniami z ciekawych gier. W każdej chwili też czuliśmy, że jest w pełni skoncentrowana na tym, co robimy i choć nie potrzebowaliśmy pomocy w trakcie rozgrywki, mieliśmy poczucie, że jesteśmy dobrze „zaopiekowani”.
    Gdy po wprowadzeniu weszliśmy do pokoju, poczułam, że przenoszę się w inny świat. Dekoracje bardzo wykraczają ponad to określenie, cała sceneria dopracowana jest w każdym calu. Moje obawy o luźne nawiązywanie do książek J.K. Rowling nie sprawdziły się – cały pokój aż kipi smaczkami z sagi, począwszy od cytatów, a na wspaniałych przedmiotach ze świata czarodziejów skończywszy. Klimat jest tak zachwycający, że biorąc w rękę różdżkę wręcz oczekiwałam, że za chwilę z jej końca wystrzelą iskry! Warto też wspomnieć, że w trosce o niepowtarzalność pokoju, właściciele wiele rekwizytów preparowali samodzielnie, co w osobach takich jak ja – o zerowym talencie plastycznym – wzbudza po prostu podziw. Mimo, że doceniłam kunszt fabularny pokoju, równie dobrze bawił się tam mój mąż, który nie zachwycał się może tak jak ja klimatem i atmosferą pokoju, ale za to bardzo docenił łamigłówki i zadania czekające na nas w środku.
    Zagadki również spełniły nasze oczekiwania w 100%. Jest troszkę liczenia, troszkę szukania, troszkę myślenia i kombinowania. Jest po prostu wszystko. Robiący wrażenie koniec troszkę nas rozbawił (gapy z nas, oj, gapy), a troszkę otworzył nam oczy ze zdumienia.
    Rozwiązanie było cały czas tak blisko nas! Mimo naszego zakręcenia, pokój opuściliśmy w 45 minut bez żadnych podpowiedzi. Był to nasz 19 pokój, tym razem odwiedzony tylko we dwójkę, więc wynik całkiem niezły. Każdy, nawet mało obyty w escape roomach duet, a tym bardziej grupa, powinni sobie z nim poradzić, bo poziom jest całkiem łatwy. A już dla fanów nastoletniego czarodzieja jest to punkt obowiązkowy na mapie (prawie) Warszawy. Jestem też niezwykle ciekawa kolejnego pokoju tej firmy.
    Jeśli jeszcze nie pokochaliście escape roomów tak jak my, wybierzcie się do M1 i dajcie się zamknąć na godzinę w innym świecie. Z pewnością złapiecie bakcyla. Ja w każdym razie już wiem, gdzie będę zapraszała jeszcze-nie-escape-roomowych znajomych. Także tych z dziećmi, bo w takim pokoju z pewnością nie będą się one nudzić, a opowieść o Harrym łączy pokolenia.
    Świat Zagadek pozwolił mi przez niemal godzinę uwierzyć w magię. Ich Komnata Tajemnic jest idealnym miejscem dla tych, którzy w wieku trzydziestu paru lat wciąż czekają na list z Hogwartu ;)

  • Escape room Pokój hotelowy - miejsce zabójstwa

    Pokój hotelowy - miejsce zabójstwa
    Escape Room Majdańska 18 Warszawa
    Warszawa

    Morderca złapany!

    09.11.2018 | data wizyty: 08.11.2018

    Nie zdziwiło moich chłopaków za bardzo, gdy zaproponowałam im wizytę w hotelu. I to takim, w którym pokój można wynająć na godziny. A raczej na 75 minut. I to minut przeznaczonych na ciężką pracę, a nie zabawę. Na Majdańskiej 18 czekał na nas pokój i zagadka morderstwa do rozwiązania, a właściwie wiele zagadek, bo twórcy Escape Room Majdańska 18 kolejny raz zadbali o różnorodność naszych doznań. Zatem w ciemny, jesienny wieczór stawiliśmy się w miejcu popełnienia zbrodni, aby nie dać sprawcy żadnych szans na uniknięcie karzącej ręki sprawiedliwości.

    Standardowo ucieszyła nas możliwość skorzystania z szafki depozytowej, co pozwoliło przystąpić do zabawy bez zbędnego balastu. Po krótkim wprowadzeniu w historię, zostaliśmy przeszkoleni (zapoznanie z ciekawymi rozwiązaniami technicznymi, których mogliśmy nie znać wcześniej) i rzuceni na głęboką wodę śledztwa.

    Po wejściu do pokoju hotelowego znaleźliśmy się od razu w środku wydarzeń. Miejsce jest "jeszcze ciepłe" choć ciała ofiary już nie ma. Mimo to całym sobą poczuć można tragizm wydarzeń z niedalekiej przeszłości. Zagadek jest dużo, jednak my, zgrany trzyosobowy zespół policyjnych ekspertów, krok po kroku odkrywaliśmy kolejne elementy układanki. Cała historia to dobrze poukładana opowieść, która prowadzi nas właściwie za rękę, mimo iż nie jest liniowa. Każdy z nas spokojnie mógł zajmować się innym aspektem śledztwa, a mimo to wszystko złożyło się w doskonale dopasowaną całość. Jako, iż czuliśmy, że idzie nam całkiem nieźle (co okazało się prawdą, bo pokój pokonaliśmy w 56 minut z jedną podpowiedzią), mieliśmy chwile, w których wszyscy troje jak urzeczeni gapiliśmy się na mechanizmy działania zagadek i podziwialiśmy kunszt ich wykonania.

    A było co podziwiać. W tym pokoju znajdują się chyba wszelkiego rodzaju zagadki, także niespotykane przez nas wcześniej. Fani pokojów bez kłódek również powinni być usatysfakcjonowani - kłódki znajdujące się w pokoju nie są typowe, nudne i banalne. Gdy dołączymy do tego świetne odwzorowanie lokacji, pasujące tło muzyczne oraz ekwipunek przydatny w pracy techników kryminalistyki, możemy w pełni zanurzyć się w historii i zaangażować w łapanie mordercy. Za to ogromne brawa, bo choć nie jest to klimat rodem z bajki (jak Chata Wiedźmy, która poprzednio podbiła moje serce), to odmówić mu realizmu po prostu nie sposób.

    Na jeszcze większe brawa zasługuje fakt, że wszystko to jest dziełem sympatycznego właściciela, którego po wyjściu z pokoju oderwaliśmy od pracy nad kolejnym pokojem. Dobre pół godziny omawialiśmy jeszcze ten i inne escapy, dzieliliśmy się naszymi wrażeniami i doświadczeniami. Widać, że zadowolenie "klienta" stawiane jest tam na pierwszym miejscu, a obsługa i właściciel firmy to prawdziwi pasjonaci, którzy mają wieeeele do powiedzenia na temat escape roomów.

    Pokój hotelowy dla naszej średniozaawansowanej trójki (16 pokój dla dwójki z nas i 8 dla jednego) okazał się nie taki trudny, jak się spodziewaliśmy. Za to mocno satysfakcjonujący. I choć nie jest to mój numer jeden na liście odwiedzonych escapów (jednak wiedźma wymiata!), to zachwyt moich mężczyzn był widoczny gołym okiem. Poproszeni o opisanie swoich wrażeń stwierdzili rzeczowo: super, fajny, klimatyczny, ekstra. A zatem nic dodać, nic ująć!

  • Escape room Dom Śmierci

    Dom Śmierci
    Creepy Story
    Warszawa

    Dom Śmierci wymiata!!!

    22.10.2018 | data wizyty: 28.09.2018

    Na Dom Śmierci od Creepy Story mieliśmy ochotę już dawno. Jednak ograniczenie czasowe sprawiło, że mogliśmy się tam wybrać dopiero pod koniec września. Wybraliśmy więc godzinę 19 i zarezerwowaliśmy grę w naszym piętnastym escape roomie.

    Już dwie godziny przed umówionym terminem dostaliśmy smsa z instrukcjami, co zaczęło podsycać tajemniczy klimat. U mnie podsyciło go nawet za bardzo, bo już jadąc na miejsce cieszyłam się, że na zewnątrz jest jeszcze dość jasno. Niestety z każdą chwilą robiło się coraz ciemniej i klimatyczniej, a w chwili przekroczenia progów posesji szarówka zbudowała już odpowiednią scenografię. Do Domu Śmierci decydowanie warto udać się po zmroku! Dodaje to rozgrywce niepowtarzalnego nastroju.

    A z nastrojem nie było i tak najmniejszego problemu. Z dwójką moich mężczyzn wprawdzie czułam się bezpiecznie (ta panika, chłopcy, to na pokaz była ;) ), ale pilnowałam mojego stadka niczym owczarek podhalański. Bałam się, że gdy tylko któregoś stracę z oczu, zniknie mi już na zawsze. Dom jest ogromny, ma wiele pomieszczeń, a w każdym z nich oraz na zewnątrz czekają na nas zagadki. Ich poziom trudności dodatkowo podnosi wszechogarniająca groza. Taka, że na jakikolwiek dźwięk podskakiwałam z przestrachem. Nieprzypadkowo piszę "groza", bo jest to już coś więcej niż stylizacja, tutaj mamy pełną autentyczności scenerię opuszczonego domu, w którą została wpleciona ciekawa historia. Jednak sama fabuła nieco umyka podczas walki z zagadkami, czasem i samym strachem. Mimo to jest spójna i na dodatek ściśle osadzona w lokalizacji, w której znajduje się dom - to dodatkowy plus!

    Z domu wyszliśmy, a właściwie wybiegliśmy, przekraczając nieco czas, z tyloma podpowiedziami, że sami zwątpiliśmy, czy powinniśmy porywać się na coś innego niż escape roomy dla dzieci. Ale wcale nie tak łatwo rozwiązywać nawet nietrudne zagadki w takich okolicznościach. Ja czułam się czasami, jakby mój umysł spowijała gęsta mgła. Przez nią nie była w stanie przebić się nawet bardzo podstawowa wiedza z zakresu tabliczki mnożenia ;)

    Obsługa, którą wokalnie poznaliśmy już w trakcie rozgrywki (wspomniane podpowiedzi), a fizycznie tuż po, bez żadnych zarzutów. Mimo późnej pory i kolejnej grupy, wymieniliśmy się z nimi swoimi wrażeniami. To pasjonaci, którzy czuwają nad każdym aspektem gry i starają się dogodzić nam w każdy sposób. Nawet specjalnie strasząc "po drodze", co akurat mnie potrzebne było jak dziura w moście :) Polecili nam także kilka innych gier, które wciagnęliśmy na naszą liste do odwiedzenia.

    Creepy Story wyniosło ideę escape room na zupełnie nowy poziom. Ocenianie ich w kategoriach pozostałych odwiedzonych przez nas firm mija się z celem. Są bowiem poza wszelkimi kategoriami. Dom Śmierci to już nie escape room. To doskonałe połączenie pokoju/domu zagadek z horror housem w najlepszym wydaniu. To przygoda, która musi znaleźć się na liście "to do" każdego miłośnika horrorów i escape roomów. Kunszt wykonania ich pierwszej gry sprawia, że kolejne są już dla naszej trójki pozycją obowiązkową. I nie możemy się ich doczekać!

  • Escape room Chata Wiedźmy

    Chata Wiedźmy
    Escape Room Majdańska 18 Warszawa
    Warszawa

    Pokonaliśmy wiedźmę!

    21.10.2018 | data wizyty: 26.09.2018

    Ilekroć przejeżdżałam Majdańską, tęsknym wzrokiem spoglądałam w kierunku Escape Room Majdańska 18. Już od dawna chciałam wybrać się do Chaty Wiedźmy, ale najpierw sądziłam, że brak nam doświadczenia, a później brakowało nam czasu. Godziny otwarcia ściśle mijały się z naszymi możliwymi godzinami. Więc tęskniłam i tęskniłam, aż postanowiłam, że napiszę do obsługi z prośbą o wcześniejszą grę. I tym sposobem w stałym teamie pojawiliśmy się przed firmą w piękne słoneczne popołudnie, aby zatopić się w czeluściach... piwnicy, bo tam też mieści się ten przybytek uciech. Już od progu czekały na nas podstawowe wygody - dystrybutor z wodą, szafka depozytowa, a nawet słodki poczęstunek, któremu oczywiście nie oparły się moje łakomczuszki ;) Czekało na nas nawet więcej - tematyczna poczekalnia, przemiła obsługa (moje serce zdobyli już zgodą na wcześniejszą grę) i...
    Chata. Do której najpierw musieliśmy wejść, co pięknie wprowadziło nas w klimat zabawy. Wystrój powala na kolana! Żaden przedmiot nie jest przypadkowy, wszystkie absolutnie pasują do wnętrza. Panuje półmrok, atmosfera jest gęsta, ale nie obezwładniająca strachem. Czuć nawet zapach stęchlizny i jeszcze coś, co sprawia, że zaczynamy się zastanawiać, co z nami będzie, jeśli nie uda się nam wyjść! Po prostu dokładnie tak wyobrażam sobie chatę wiedźmy. A może nawet nie dokładnie tak, bo rzeczywistość przerosła moje wyobrażenia. Zagadki są pięknie wkomponowane w fabułę i naprawdę żadna z nich nie budzi wątpliwości swoim dopasowaniem do tematu. Gdy już myśleliśmy, że idzie nam dobrze i zbliżamy się do końca, Chata Wiedźmy ponownie nas zaskoczyła odsłaniając wiecej swoich tajemnic. I więcej. I więcej...
    Koniec z przytupem dla niektórych może być niewielkim wstrząsem, nawet my, miłośnicy zwierząt, zagapiliśmy się lekko i niemal przeoczyliśmy ostatni element niezbędny do wyjścia. Ale udało się! W trzy osoby wyszliśmy w ostatnich sekundach bez żadnych podpowiedzi zaliczając tym samym nasz 14 (dla dwójki z nas) i 7 (dla jednego) escape. Nasza radość była wielka, bo pokój sprawił nam naprawdę dużą frajdę. A czekał na nas jeszcze upominek - pamiątka za wyjście z pokoju bez pomocy. Escape Room Majdańska 18 idźcie tą drogą!!! Dla mnie jesteście zdecydowanym liderem i nie mogę się doczekać kolejnych odwiedzin u Was. Teraz przejeżdżam Majdańską i spogladam w Waszym kierunku z satysfakcją.

  • Escape room Upiór z Alt Allenstein

    Upiór z Alt Allenstein
    iESCAPE
    Olsztyn

    Olsztyńska pierwsza liga!

    21.10.2018 | data wizyty: 21.09.2018

    Wychodząc z iESCAPE po rozwiązanej tajemnicy Zbrodni w domu leśniczego, zapowiedzieliśmy, że wrócimy. I stało się to szybko, bo już po dwóch godzinach. Tym razem wybór padł na pokój trudniejszy i bardziej w naszym mrocznym stylu - Upiór z Alt Allenstein.
    Przyszliśmy sporo za wcześnie, ale dzięki temu był czas na rozmowę z paniami z obsługi na temat ich i naszych doświadczeń z pokojami. Później znowu ekspresyjne wprowadzenie (aż za ekspresyjne, musiałam sobie zażartować, żeby rozluźnić atmosferę) i zostaliśmy wprowadzeni do pokoju.
    A tam już od progu czekały na nas zagadki wymagające bardzo dobrej komunikacji. Jak to w małżeństwie, tej nam troszkę zabrakło :) dlatego sporo czasu spędziliśmy na pierwszych zadaniach. A później wcale nie było łatwiej. Zagadki w pokoju są zróżnicowane, wykorzystujące wszystkie zmysły i wymagające od nas zaangażowania, a jedną z nich zapamiętam na długo - do tej pory nigdzie się nie spotkaliśmy z takim rozwiązaniem. Także wystrój pokoju jest na wysokim poziomie - nie jest festyniarski i choć może brakuje mu typowo autentycznej scenerii rodem z horroru, to na potrzeby tego właśnie pokoju zdecydowanie zdał egzamin.
    Z pokoju wyszliśmy w ostatniej sekundzie biorąc tyle podpowiedzi, że aż nam było głupio (doliczyliśmy się chyba pięciu) ;) Jednak po odpoczynku i przedyskutowaniu pokoju, doszliśmy do wniosku, że pokój sam w sobie nie był aż taki trudny. Może to wina naszego zmęczenia, tego, że był to nasz drugi pokój w ciagu dnia (to jednak zły, zły pomysł) i tego, że komunikacja po tylu latach małżeństwa po prostu leży ;) W każdym razie średniozaawansowana grupa powinna poradzić sobie z nim idealnie. Brakowało nam także naszego "trzeciego ogniwa" - we dwie osoby naprawdę było tam co robić.
    Upiorem z Alt Allenstein iESCAPE udowodniło, że potrafią dorównać pierwszej lidze escaperoomów, my zdecydowanie poczuliśmy się dopieszczeni i przez zagadki, i przez obsługę, a przede wszystkim przez klimat. Emocje były tak pozytywne, że zakręceni prawie zapomnieliśmy zapłacić za grę :) Dla mnie ten pokój to olsztyńska czołówka i nie mogę się doczekać odwiedzin w ich innych pokojach oraz z niecierpliwością czekam na kolejne. W końcu jest gdzie się bawić w moim rodzinnym mieście.

    Odpowiedź iESCAPE

    Cudownie, że nie musieliśmy długo czekać na Państwa powrót :) Bardzo nam miło, że ten pokój również się Państwu spodobał. Dziękujemy pięknie za miłe słowa odnośnie do klimatu, zagadek i obsługi. Dziękujemy też za cenne wskazówki. Zapraszamy serdecznie do naszych pozostałych pokoi. Jeśli gustują Państwo w mrocznych klimatach, to w sensie dosłownym Zamach na Napoleona będzie idealnym wyborem, ponieważ tam gramy po ciemku. Czołg w jeziorze i Apokalipsa to z kolei pokoje, w których staramy się podnieść poziom trudności, więc mamy nadzieję, że też się spodobają. Do zobaczenia zatem :)

  • Escape room Zbrodnia w domu leśniczego

    Zbrodnia w domu leśniczego
    iESCAPE
    Olsztyn

    Obiecujący leśniczy

    20.10.2018 | data wizyty: 21.09.2018

    Kolejna wizyta w Olsztynie była dość spontaniczna, dlatego nie planowaliśmy odwiedzin w żadnym escapie. Zwłaszcza, że nasze słabe doświadczenia z poprzednim pokojem w tym mieście nie zachęcały do kolejnych eksperymentów. W końcu jednak postanowiliśmy dać szansę innej olsztyńskiej firmie i tak oto trafiliśmy do iESCAPE. Firma ulokowana jest w kamienicy na starówce i już od progu zaskakuje - gdy wjeżdżamy windą, wybieramy piętro 4. Gdy wybierzemy schody - już tylko 2. Rozwiązanie tej akurat zagadki jest dość banalne, ale... to miły początek dla firmy z Escape Roomami :)
    Nie wiem właściwie, dlaczego zdecydowaliśmy się na wizytę w domu leśniczego, bo to nie ten pokój miałam upatrzony. Może wystraszyliśmy się poziomu trudności w innych pokojach, a może po prostu chcieliśmy poznać najpierw styl iESCAPE. Grunt, że gdy zamknęły się za nami drzwi do pokoju, znaleźliśmy się w zupelnie innym świecie. Chatka leśnika jest odwzorowana bardzo autentycznie, a same zagadki komponują się z otoczeniem. I zanim ktoś zastanowi się, dlaczego tyle z nich opiera się na liczeniu, fabuła wciąga i nie pozwala się nudzić. Sam cel do osiągnięcia jest też wkomponowany w historie i "usprawiedliwia" schowki, poukrywane przedmioty i tajemnice. Po prostu pokój jest spójny i bardzo poprawny.
    Mimo skomplikowanego dla dwójki humanistów liczenia, z pokojem poradziliśmy sobie śpiewająco. Wyszliśmy z niego kwadrans przed upływem czasu, bez żadnych podpowiedzi. A warto dodać, że był to dopiero nasz dwunasty pokój, w którym na dodatek byliśmy we dwoje. Zdecydowanie pokój ten uratował nasze zdanie na temat olsztyńskich escapów.
    Warto także wspomnieć o bardzo sympatycznej obsłudze firmy! Dziewczyny naprawdę bardzo dbają o swoich klientów, wprowadzają ich w historię pokoju z zarażając entuzjazmem i mają sporo do powiedzenia na temat escapów. To prawdziwe pasjonatki! Sympatyczne wrażenie z rozwiązanej zagadki Zbrodni w domu leśniczego sprawiło też, że porzuciliśmy naszą zasadę maksymalnie jednego pokoju w jeden dzień i zaraz zarezerwowaliśmy w iESCAPE kolejny. Ale o tym następnym razem :)

    Odpowiedź iESCAPE

    Czytanie takich recenzji to dla nas prawdziwa przyjemność. Bardzo nam miło, że dzięki wizycie u nas odzyskaliście Państwo wiarę w olsztyńskie escape roomy. Cieszymy się ogromnie, że pokój przypadł Państwu do gustu. Gratulujemy fantastycznego wyniku. Dziękujemy jednocześnie za miłe słowa skierowane do obsługi - bardzo nam miło.

  • Escape room Przeklęty Obraz

    Przeklęty Obraz
    Black Cat Escape Room
    Warszawa

    Malarz trzyma poziom!

    20.10.2018 | data wizyty: 07.09.2018

    Do Przeklętego Obrazu od Black Cat Escape Room po prostu musieliśmy się wybrać. Po trzech, jakże udanych tam wizytach, wiedzieliśmy, że "dokończenie" ich ostatniego pokoju będzie jedynie kwestią czasu. Zatem gdy tylko udało nam się zebrać nasze stałe trio, wybór pokoju był jedynie formalnością.
    Na miejscu tradycyjnie zastaliśmy sympatyczną obsługę. Przez moment zrobiło się nawet nostalgicznie, bo pani pamiętała nas z wizyty w Sex Roomie - naszym pierwszym pokoju. Wyjaśniła pokrótce zasady gry, skorzystaliśmy z szafki depozytowej (bardzo przydatne rozwiązanie!) i już mogliśmy obejrzeć filmik wprowadzający w historię pokoju. To już u Black Cat tradycja, która bardzo nam się podoba - filmiki są z pewnością doskonałym pomysłem na wprowadzenie w fabułę.
    A ta jest ciekawą historią zaginionego malarza i jego ukochanej muzy. Opowieść poparta jest solidnym klimatem i wystrojem, który w pokoju panoszy się już od progu, wciąga dość mocno, ale albo ja nie byłam tego dnia w nastroju, albo tematy okołomalarskie nie są moją pasją. Grunt, że sam pokój zdecydowanie podobał mi się najmniej ze wszystkich tej firmy. Mimo to nie sposób przyczepić się do czegokolwiek - każdy przedmiot jest idealnie dopasowany do tematu pokoju, zagadki są w większości spójne z fabułą, doskonale ukryte dodatkowe pomieszczenia zaskakują. Łamigłówki są różnorodne, troszkę szukania, liczenia, kombinowania.
    Nasza drużyna gustuje raczej w klimatach thrillerowo-horrorowych i mimo, że pokój był z gatunku fabularnych, zakończenie, jak zwykle u Black Cat nas nie zawiodło, co zdecydowanie było na plus. Jednak w porównaniu z innymi ich pokojami, efektów "wow", do których nas przyzwyczaili, było tutaj najmniej. Wyszliśmy po 52 minutach, biorąc dwie podpowiedzi do tej samej zagadki, choć ogólnie poziom trudności oceniamy jako średni. Z pewnością średniozaawansowana grupa poradzi sobie z pokojem bez trudu. Dla nas był to dopiero jedenasty pokój, więc nasze doświadczenie pozostawia sporo do życzenia.
    Największym minusem Przeklętego Obrazu jest to, że... był naszym ostatnim pokojem w Black Cat :) Na kolejne musimy troszkę poczekać, ale robimy to z nadzieją i niecierpliwością, bo kolejny raz pokazali bardzo wysoki poziom. Zdecydowanie warto ich odwiedzić, choć to nie pracownię malarską będę wspominała najczęściej.

Zobacz więcej opinii: 1 2
Ta strona używa cookies

Możesz wyłączyć ich obsługę w swojej przeglądarce. Niektóre funkcje witryny mogą wtedy nie działać.

Poznaj naszą politykę cookie.

OK, ROZUMIEM