ejw
  • Escape room Miasto w ogniu

    Miasto w ogniu
    Mysterious Room
    Łódź

    Sytuacja opanowana!

    22.07.2019 | data wizyty: 13.07.2019

    To, czym tak naprawdę zachwyca pokój, to chyba ten łódzki klimat. Nie jesteśmy z Łodzi, ale w ciągu ostatniego roku odwiedziliśmy ją już kilkakrotnie. To miasto po prostu na swój sposób oczarowuje. Tak samo jak ten pokój. Zasadniczo jest to niby stara szkoła - sporo tu mamy kłódek. Ale sposób, w jaki ich użyto...! Prawdziwy Łodzianin znajdzie w tym miejscu tyle miejskich smaczków, że wyjdzie stąd zachwycony - tak się stało w przypadku naszego przyjaciela, który towarzyszył nam w tej wyprawie. Wystrój po prostu przyciąga. Przejrzeliśmy sprawy starych łódzkich kamienic, dokładnie zbadaliśmy mapę miasta, wreszcie poinformowaliśmy odpowiednie służby, gdzie wybuchł pożar. Oprócz kłódek mieliśmy tu też jedną konkretną zagadkę manualną i... i niespodziankę, o której nie powiem, bo niespodzianką powinna pozostać.

    Miasto w ogniu to pokój, w którym pomimo małego metrażu naprawdę jest co robić. Pokój nie był dla nas szczególnie trudny, raczej spokojnie mu podołaliśmy. Bardzo chcielibyśmy odwiedzić pozostałe pozycje Mysterious Room, ale niestety już nie zdążymy. Mimo wszystko ekipie mówię - mam nadzieję, do zobaczenia!

  • Escape room Kim Jest Max Winckler

    Kim Jest Max Winckler
    Mysterious Room
    Łódź

    Śniąc na jawie

    22.07.2019 | data wizyty: 13.07.2019

    Trafiamy do koszmaru Maxa Wincklera. Trafiamy i im szybciej się z niego wydostaniemy, tym lepiej dla nas! To, co trzeba powiedzieć od razu, to że klimat i wystrój tego pokoju zadowolą najbardziej doświadczonych graczy. Po naszych wcześniejszych doświadczeniach w łódzkich pokojach kompletnie nie spodziewaliśmy się takiego poziomu w zamkniętym pomieszczeniu. Pokój jest po prostu śliczny, oczy szczególnie cieszy pierwsza część rozgrywki. Umysły szczególnie cieszy druga część rozgrywki. Sposób szyfrowania zagadek był po prostu bezbłędny, choć przyznajemy, że do najłatwiejszych nie należał. Wszystko wpisało się pięknie w ten wyjątkowy, senny klimat. A zdecydowanie najlepszym momentem rozgrywki był mindfuck na sam koniec, przy samym wyjściu, ale to trzeba pójść i zobaczyć samemu!

    Słysząc o smutnym losie, który czeka Mysterious Room już z końcem tego miesiąca, myślimy sobie, że wielką stratą dla niesamowitej Łodzi jest wymazanie tego miejsca z mapy miasta. W ostatnich miesiącach ogromna Łódź okropnie ucierpiała, jeżeli chodzi o branżę ER, większość firm tworzących tego typu rozrywkę została zamknięta. Mysterious Room jest jednak na tyle świetnym tworem, że bardzo mocno trzymamy kciuki za to, że pomimo złej passy, ekipa nie podda się i spróbuje raz jeszcze.

  • Escape room Kwarantanna

    Kwarantanna
    Portal Escape Games
    Łódź

    Cali i zdrowi

    22.07.2019 | data wizyty: 14.07.2019

    Od czego trzeba zacząć, to chyba fakt, że jest to jeden z największych ER-ów umieszczonych w pokoju, w jakich byliśmy. Portal doskonale zbudował tu fabułę, a to się naprawdę rzadko zdarza. Historia miała początek, rozwinięcie i zakończenie, wiedzieliśmy, po co tam jesteśmy i po co wszystko robimy. I to totalnie jest powód, dla którego warto się tu wybrać!

    Zagadki należą raczej do trudniejszych - MG pilnie czuwała nad naszą grą i ratowała nas w opałach przez walkie-talkie, za co serdeczne dzięki! Niemniej jednak mieliśmy duże wrażenie chaotyczności pokoju, a jednocześnie przy takiej dużej przestrzeni, trochę było nam żal, że nie zaaranżowano tu większego labiryntu przejść, bo myślę, że labirynty zawsze wywołują większe wrażenia.

    Polecamy pokój grupom raczej zaawansowanym, a małym grupom - już zdecydowanie doświadczonym. Jest tu co robić. I my, we troje, mieliśmy niemały wyścig z czasem. Do Portalu przy kolejnej wizycie w Łodzi z pewnością jeszcze wrócimy. I mocno trzymamy kciuki, że miejsce będzie się dalej rozwijać!

  • Escape room Bon Appetit

    Bon Appetit
    Portal Escape Games
    Łódź

    Obżarstwa nie było...

    21.07.2019 | data wizyty: 14.07.2019

    ...i pracować w tej kuchni to też byśmy chyba nie chcieli :D

    To co w tym pokoju jest najlepsze, to oczywiście zagadki. Głównie były to kłódeczki, ale sposób, w jaki zaszyfrowano do nich kody sprawił, że próba ich odnalezienia była naprawdę mega satysfakcjonująca!
    Do łapek dostaliśmy walkie-talkie i nasza Mistrzyni, mimo że podobno dopiero się uczy, przeprowadziła nas przez rozgrywkę na najwyższym poziomie. Generalnie bardzo szanujemy walkie-talkie w takich pokojach - uważamy, że sam tego typu sposób komunikacji nie tylko zapobiega przedwczesnym podpowiedziom itd, ale też sporo wnosi do klimatu.
    No właśnie, i jeśli już przy klimacie jesteśmy. Mieliśmy w tym pokoju takie drobne rozczarowanie. Jak przeczytaliśmy o tym wymarzonym miejscu pracy i o wspaniałej restauracji, to naprawdę spodziewaliśmy się fajerwerków i super nowoczesnej kuchni, z trupami nie na zewnątrz, a raczej w szafie. Tymczasem od progu [spojler]. Innymi słowy wrażenia byłyby bardziej spotęgowane i klimat bardziej by nas kupił, gdyby smród w tym miejscu trzeba było odkopać.
    Za to w środku pokoju, kiedy już przełknęliśmy brak uroczej restauracji, na którą tak liczyliśmy, daliśmy się po prostu porwać. Rekwizyty to przedmioty niby codziennego użytku - wszystko, czego prawdziwemu szefowi kuchni potrzeba. Ale ich obecność, fakt że niektóre z tych rzeczy dosłownie przez całą godzinę mieliśmy przy sobie sprawił, że poziom endorfin przekroczył nam skalę.

    Spędziliśmy tu naprawdę świetną godzinkę. W dobie ciężkich czasów dla łódzkich ER-ów naprawdę trzymamy kciuki za rozwój tego miejsca!

  • Escape room Galaktyczna Odyseja

    Galaktyczna Odyseja
    Enigmat Escape
    Gdańsk

    Kosmiczna niespodzianka

    21.07.2019 | data wizyty: 29.05.2019

    Kosmiczna Odyseja to jeden z tych nowocześniejszych pokoi. I bardzo dobrze, bo ciężko sobie wyobrazić przygodę w przyszłości, w której jedyną znaną człowiekowi technologią są kłódki. Tu ich niemalże nie ma, jest za to coś zupełnie innego. Niesamowity klimat. Scenografia tego pokoju bardzo wysoko wiesza poprzeczkę, jeżeli chodzi o rynek w Trójmieście. Spodoba się tu każdemu fanowi science fiction, ale też tym, którzy do Escape Roomów chodzą w szczególności po to, żeby sobie popatrzeć.

    Zagadki są ciekawie skonstruowane. Nie ma dwóch, które by się powtórzyły, każde rozwiązanie przedstawia się w inny sposób. Jest też kilka zagadek manualnych. I tu czysto subiektywne odczucie, którego większość z graczy podzielać prawdopodobnie nie będzie - tak jak uwielbiamy różnorodność, tak w Kosmicznej Odysei wszystkie diabły w nas wstąpiły, bo już przy pierwszym podejściu do niektórych z tych zagadek mieliśmy ochotę po prostu oddać grę walkowerem. Widzicie, rzecz w tym, że możecie znać rozwiązanie, a i tak przez piętnaście minut siłować się z ustawieniem czegoś na odpowiedniej pozycji. Warto tu mieć bardzo zręczne łapki. Niestety podobnie było z zagadkami umysłowymi - niektóre z nich wymagały mozolnego przeglądania zebranych materiałów i pomimo wiedzy, ile jest 2+2, były to rzeczy bardzo czasochłonne. Stąd kiedy nasz czas upłynął, a my byliśmy już przy samym finiszu, zauważyliśmy jeszcze jedną rzecz, która w Enigmacie bardzo, ale to bardzo nam się nie spodobała. Mistrz Gry wszedł do pokoju, ale nie po to, żeby nas już z niego wygonić. Po to, żebyśmy w jego towarzystwie, mogli dokończyć rozwiązywanie zagadki wyjściowej. Jest to oczywiście prawo prowadzących ERy, ale fakt jest taki, że przepięknie zbudowany wystrojem klimat pokoju i nasze wczucie się w przygodę w tej jednej chwili udało się bardzo skutecznie unicestwić. Znów - jest to nasza prywatna opinia, zdecydowanie wolimy, kiedy albo się nam przedłuża czas o te trzy minuty, naprowadzając nas ewentualnie na rozwiązania (opcja najlepsza) albo się nas po prostu otwiera i typowo kończy grę (opcja mniej przyjemna, ale nie ingerująca we wspomnienia z pokoju).

    Mimo wszystko pokój jest naprawdę bardzo dobry. Trzeba tu dobrej spostrzegawczości i zręczności. Polecamy małym grupom doświadczonym lub dużym grupom niedoświadczonym. To jedno z tych miejsc, w którym co dwie głowy to nie jedna. I pamiętajcie: oczy dookoła głowy!

  • Escape room Statek Piracki

    Statek Piracki
    Find The Key
    Grudziądz

    Prawdziwa piracka perełka

    13.05.2019 | data wizyty: 12.05.2019

    I na sam koniec przygody w Find The Key, oto jesteśmy, oto wchodzimy pod pokład statku, by znaleźć nasz łup. Tu można się wczuć w swoją rolę. Tu naprawdę jest się pod pokładem.

    To jak wygląda ten Escape Room, to już mistrzostwo samo w sobie. Jest po prostu piękny. Majstersztyk w pirackim klimacie. Jeśli do tego jeszcze doda się zagadki, to już jest ciężki szok i niedowierzanie, że może być tak dobrze i to na temat. Każdy krok do przodu w tym miejscu to było przeżycie. I jak się spojrzy na ten pokój, to można się już tylko modlić, żeby Find The Key nie osiadało na laurach i robiło dalej, to co robi - bo to jest czysty talent!

    Jest tu trochę rozwiązań, których nigdzie indziej nie widzieliśmy, a do tego po raz pierwszy z wyprawy po skarb naprawdę wróciliśmy ze skarbem. I to jest na ogromny plus. Klimat jest tu dopracowany do najmniejszych szczegółów. Ilość rekwizytów nas pokonała, dorwaliśmy nawet piracką papugę. Tylko rewolwery były nienaładowane, więc koniec końców musieliśmy oddać nasze grube chajsy.

    Tu po prostu trzeba przyjść. Przeżyć to samemu. Czekamy niecierpliwie na więcej, bo mamy już całkowitą pewność, że wśród listy najlepszych pokoi w Kraju Kwitnącej Cebuli absolutnie nie można pominąć pokojów Find The Key. Naprawdę.

    Ahoj!

  • Escape room Laboratorium strachu

    Laboratorium strachu
    Find The Key
    Grudziądz

    Szybkie lekarstwo na niedociśnienie

    13.05.2019 | data wizyty: 12.05.2019

    Przyznam, że ten pokój jako jedyny zarezerwowaliśmy w ciemno na doczepkę do dwóch pozostałych przygotowanych przez Find The Key. Zasadniczo aż do przyjazdu do Grudziądza nie wiedzieliśmy na co się piszemy. Może to i dobrze, bo ta niespodzianka smakowała wyśmienicie. Trochę krwawo.

    Pokój na tle innych horrorów/thrillerów, które dotychczas widzieliśmy, całkiem się wyróżnia. Nie jest w nim ciemno i mrocznie, a mimo to człowiek ma ciarki i nieustannie odczuwa drobny niepokój, którego czasem w nieoświetlonych pomieszczeniach bardzo brakuje, by poczuć ten klimat. Zagadki bardzo dobrze wpasowują się w to miejsce, znowu są fajnie zróżnicowane, znowu niektóre rozwiązania zaskakują. Tutaj można uczyć ludzi, jak się robi Escape Roomy :D

    Innymi słowy, Find The Key po prostu nie ma słabych punktów. Mistrz Gry to człowiek z pasją, co nas zawsze bardzo cieszy. Najlepszy pokój nie robiłby takiego wrażenia, gdyby był prowadzony przez kogoś, kto nie lubi swojej branży. A tutaj aż chce się wrócić, więc mocno trzymamy kciuki, że firma przetrwa napiętą sytuację i wszystko podąży ku lepszemu :)

  • Escape room Pokój Czarnego Pana

    Pokój Czarnego Pana
    Find The Key
    Grudziądz

    No to różdżki w dłonie...

    13.05.2019 | data wizyty: 12.05.2019

    ...i nie przyznawajcie się że jesteście mugolami. W sumie, w zasadzie, właściwie - tutaj nie jesteście. Tu po prostu dzieje się magia. A szczególnie, kiedy uroczyście przysięgacie, że knujecie coś niedobrego. Na przykład unicestwienie Czarnego Pana.

    Waszym zadaniem jest odnalezienie i zniszczenie horkruksów. Ale spokojnie, niczym nie trzeba będzie rzucać o ścianę. Wystarczy odrobina wyobraźni, logicznego myślenia i oto jesteście równie bohaterscy, co sam Chłopiec, Który Przeżył, Żeby Móc Pakować Się W Kłopoty. Zagadki są bardzo sensowne i przyjemne w rozwiązywaniu. My wpadliśmy tutaj w cztery osoby - dwoje z nas z małym doświadczeniem, dwoje bez żadnego. Voldemorta dopadliśmy w 35 minut, więc myślę, że pokój dużą frajdę sprawi w większej grupie całkowicie początkującej lub w mniejszej doświadczonej. W środku znajdzie się wszystko, czego prawdziwemu Potterhead do szczęścia potrzeba - eliksiry, różdżki i wiele gadżetów, których nie powstydziłabym się we własnym mieszkaniu.
    Mistrz Gry twierdził, że pokój jest starej daty, ale po tym, co ujrzeliśmy w środku, to stwierdzenie jest co najmniej wątpliwe. Wszystko ma się świetnie, nic nie jest zużyte, a wrażenie jakie robi wykonanie tego miejsca, pozostanie w nas jeszcze na długo. Naprawdę można poczuć tu może nie tyle Pokój Czarnego Pana, co jego, powiedzmy, gabinecik w Hogwarcie. Pokój nie samymi kłódkami stoi, a to bardzo ważne, w końcu trochę czarów w Świecie Magii nikomu jeszcze nie zaszkodziło.

    No, to do dzieła. I uwaga! Samo Reducto i Alohomora naprawdę nie wystarczą, żeby stąd zwiać i to w jednym kawałku :D

  • Escape room Fabryka Czekolady

    Fabryka Czekolady
    LOFTescape
    Chorzów

    Mamy dużo czasu i mało rzeczy do zrobienia

    30.12.2018 | data wizyty: 29.12.2018

    A może to było na odwrót?

    Klimat tego miejsca jest dosyć powtarzalny. Można go na przykład powtórzyć oglądając film "Willy Wonka i Fabryka Czekolady". Uwaga! Proszę nie mylić z filmem Burtona - ten nie powtarza TEGO klimatu!
    Ciężko tu coś powiedzieć, żeby nie spalić graczom rozrywki. Przede wszystkim warto zaznaczyć, że pokój wygląda jak część prawdziwej Fabryki. Kryje w sobie parę miejsc, w których tworzeniu ewidentnie maczał palce Willy Wonka. Wchodząc tu naprawdę czujemy się, jakbyśmy grzebali w zamkniętej od lat i zamieszkanej tylko przez Oompa Loompy Fabryce. No po prostu majstersztyk!

    Zapach słodkiej czekolady, smaczne rzeczy i najprawdziwsze szaleństwa zorganizowane przez Williego na każdym kroku. Gdybym miała tu coś dodać, to dodałabym autorską piosenkę Oompa Loompów do odśpiewania dla przybyszy. Umierać, nie żyć! Albo na odwrót, w sumie nie jestem pewna.

    Rola Wonki przypadła Mistrzyni Gry. Doskonale się w niej sprawdziła - takie 2/10 XD Załatwiła nam nawet te fioletowe cukierki, przez które wyszliśmy z Fabryki bardziej rozciągnięci i równie fioletowi co Violet. Taka przygoda zdarza się tylko raz :)

  • Escape room Wrota Czasu - Tortuga

    Wrota Czasu - Tortuga
    TickTack
    Gliwice

    TRZY MINUSY. Plusów nie ma.

    29.12.2018 | data wizyty: 29.12.2018

    Albo na odwrót, w zasadzie do wyboru.

    Po pierwsze, przenieśli nas w czasie do XVIII wieku i od razu zapowiedzieli, że jak nie uda nam się wrócić, to wyślą po nas jakąś amatorszczyznę. Mistrz gry uciekał w podskokach. Narażanie graczy na niebezpieczeństwo to ich specjalność.
    Po drugie, naobiecywali się jakiegoś rumu i innych rarytasów, a na miejscu okazało się, że inni amatorzy, po których wyruszyliśmy, zeżarli już wszystko. ANI OKRUSZKA NAM NIE ZOSTAWILI.
    Po trzecie nie wybrali Kapitana. Najpierw zrobili z nas niewolników, a potem napuścili na siebie, dając do dyspozycji tylko stępione szable i spluwy bez naboi. NO NIENORMALNI JACYŚ.

    Co tu dużo mówić. Była piracka przygoda. Były pięknie skonstruowane zagadki. Był klimat.

    Z naszej strony średnio-zaawansowanym grupom polecamy wybrać się w cztery osoby właśnie. Inaczej może się zdarzyć, że zostaniecie na tej łajbie na zawsze xD

Zobacz więcej opinii: 1 2 3 4