Zagadkowcy

Zagadkowcy

Jestem kapitanem drużyny Zagadkowców. Kocham escape roomy. Stały się moim nałogiem w 2014 roku. Poza tym jestem pasjonatką wszelkich zagadek, łamigłówek, gie... [więcej]

134 Visited

0 Planned

Globetrotter

269 Points

225
269 pts
300

All reviews

Escape room Stara Szafa
Stara Szafa

Skarby Ker-Paravel

8/27/20 | visit date: 8/26/20

Trusted review

W porównaniu z Narnią w Blue City jest tutaj więcej ciekawych zagadek i więcej nawiązań do książek. Mocno pozapominałam już cykl, bo czytałam go w dzieciństwie. Wyguglałam jednak w domu kilka rzeczy, które podczas zabawy obudziły we mnie mgliste wspomnienia i przypomniałam sobie, o co z nimi chodziło. Bardzo doceniam to, że umieszczono te smaczki w grze :) Myślę, że dla miłośników "Opowieści z Narnii" ten pokój będzie prawdziwą gratką.

Ogólny zamysł na wystrój jest całkiem fajny, ale momentami biją po oczach fragmenty dekoracji, które wykonano wyraźnie po taniości. Mogliby je zastąpić lepiej wyglądającymi rekwizytami.

Jeśli chodzi o klimat, to zmienia się on kilka razy. Wraz z rozwojem gry podobał mi się coraz bardziej. Najbardziej przypadła mi pod tym względem do gustu końcówka gry.

Niby wszystko w tym pokoju jest, co w Narnii znaleźć się powinno (stara szafa, [spojler] itd.), ale czegoś mi zabrakło. Mogłoby być więcej magii, przygody, mogłyby się pojawić jakieś fajne, dynamiczne efekty specjalne, jakiś element zaskoczenia i coś, co by bardziej zaangażowało graczy w przeżywaną opowieść i swoje w niej role. Sama historia przewodnia (jesteśmy dziennikarzami i mamy udowodnić, że Narnia istnieje) niezbyt do mnie przemówiła.

Pokój warto odwiedzić dla oryginalnych kłódek! ❤

report review

Overall rating: 8/10

Customer service: 10/10

Interior: 7/10

Difficulty: Easy

Escape room Kolonizacja Marsa
Kolonizacja Marsa

Ostatnie loty na Marsa

8/27/20 | visit date: 8/26/20

Trusted review

Podobnie jak wielu moich przedmówców, do gry w tym pokoju zmotywowała nas dopiero groźba jego rychłego zamknięcia. Bardzo miło ze strony Świata Zagadek, że poinformowali z wyprzedzeniem o zamknięciu pokoju. Już wiele świetnych escape roomów nam przepadło, dlatego cieszę się, że Kolonizację Marsa udało się nam odwiedzić :)

Ale do rzeczy.

Największymi atutami pokoju są:
- dobrze oddany klimat stacji badawczej na Marsie (jest sterylnie, naukowo i marsjańsko)
- sposób pokazywania postępu w grze (oryginalny i efekciarski)
- nawiązania do gry "Terraformacja Marsa" (których sama bym nie zauważyła, bo w nią nie grałam, ale na szczęście w drużynie był kolega, który to dostrzegł)

Największymi minusami są:
- słabe informowanie, co się zmieniło w pokoju po rozwiązaniu zagadki (sporo czasu spędziliśmy na orientowaniu się, co się stało; ze dwa razy odkryliśmy to dopiero przypadkiem po 10 minutach; poza tym przeoczyliśmy bardzo fajny efekt specjalny, bo nikt nie spojrzał w tamtą stronę)
- brak rzeczy, które wzbudziłyby większe emocje

Gra w Kolonizacji Marsa jest specyficzna, bo z jednej strony zagadek jest w sumie niewiele, a z drugiej – rozwiązujemy zwykle kilka naraz, bo pokój jest nieliniowy. Jest też parę elementów dekoracji, które zwodniczo przypominają zagadki.

Najśmieszniejsze było to, że dziwnym zrządzeniem losu udało mi się zrobić jedną 5-etapową zagadkę w pierwszym etapie :D

Podsumowując – idźcie, póki można! :)

report review

Overall rating: 8/10

Customer service: 10/10

Interior: 9/10

Difficulty: Medium

Escape room Kim jest Max Winckler
Kim jest Max Winckler

Sześć ścian

8/22/20 | visit date: 8/14/20

Do tego pokoju poszłam na głodzie escape roomowym, bo po dłuuuuugiej przerwie w związku z epidemią koronawirusa. Okazał się całkiem przyjemny i nie taki łatwy, jak się spodziewałam. Bardzo podobał mi się spójny motyw przewodni przewijający się w prawie wszystkich zagadkach. To coś unikatowego. Przypadł mi też do gustu klimat – oniryczny, magiczny, pełen tajemniczości. Choć miałam też wrażenie, że wystrój jest dość skromny.

Nie podobało mi się natomiast to, że na początku gry w bardzo słabym oświetleniu trzeba było czytać. Escape nie został też do końca przemyślany pod względem kolejności zagadek. Dobre kilka razy dało się rozwiązać zagadkę przed znalezieniem wskazówki do niej, co zresztą dwukrotnie zrobiłyśmy.

Co zabawne, jak wracałam do domu, zauważyłam w komunikacji miejskiej dziewczynę z torbą z napisem "Świetnie umiem w zagadki i w ogóle". Gdy wyguglałam tę torbę, okazało się, że można ją było kupić właśnie w Mysterious Room :D

Dodam jeszcze, że fajną opcją po ucieczce jest możliwość pogrania w planszówki na miejscu, z której nie omieszkałyśmy skorzystać.

report review

Overall rating: 8/10

Customer service: 10/10

Interior: 8/10

Difficulty: Medium

Escape room Cursed Island
Cursed Island

Wakacje w Warszawie

8/21/20 | visit date: 8/16/20

"Przeklętą wyspę" przepełnia atmosfera wakacyjnej sielanki. Piasek, słoneczko, woda, palmy, znajomi, rozwiązywanie zagadek. Czego chcieć więcej? Całości wrażenia dopełnia uroczy ogródek, w którym po grze można sobie uciąć fascynującą pogawędkę z mistrzem gry.

Warta uwagi jest możliwość dostosowania trudności i straszności pokoju do grupy, co czyni go bardzo przystępnym. My wybraliśmy oczywiście wersję z większą liczbą zagadek i wrażeń :D

Podobała mi się gradacja napięcia i towarzyszące temu zmiany w oświetleniu i muzyce. Nie zabrakło elementów zaskoczenia. Fabuła miała sens. Zagadki okazały się różnorodne i w większości nietrudne (mimo wysokiego poziomu trudności), a pokój był znacznie mniej horrorowy niż się nastawiłam – właściwie były tylko drobne elementy straszące pomiędzy rozwiązywaniem zagadek. Przeszliśmy go w 33 minutki.

Escape zajmuje zasłużone miejsce w czołówce Warszawy. Jest przemyślany, dopieszczony i zrobiony przez osoby, które same chodzą po ER-ach.

report review

Overall rating: 9/10

Customer service: 10/10

Interior: 9/10

Difficulty: Easy

Escape room American School Story
American School Story

Gdyby dziecko "Ferdydurke" i "Rusty Lake" było escape roomem

4/13/20 | visit date: 1/12/20

Jak dla mnie to połączenie "Ferdydurke" i "Rusty Lake". Już samo to stanowi chyba doskonałą rekomendację!

Mówi się wiele o wybitnych dziełach (arcydziełach, klasykach gatunku) wśród książek, sztuk teatralnych, obrazów, filmów, seriali, gier komputerowych, komiksów. Jak na razie rzadko używa się tych określeń w odniesieniu do pokojów zagadek.

American School Story dowodzi, że czas zacząć, bo tak jak kiedyś stosowano fizyczny wzorzec kilograma, tak ten pokój to wzorzec escape roomu, do którego inne powinny próbować równać. I to pod wieloma, wieloma względami. Niemal każdym względem.

Początek rozgrywki jest cudowny. Wchodzisz do środka i od razu zaczyna się akcja. Flow jest przez cały czas, od samego początku do samiutkiego końca gry. Tu nie tyle poznajesz historię, co stajesz się jej częścią, współtworzysz ją. A wraz z postępem gry dzieją się coraz dziwniejsze rzeczy!

Poziom absurdu, jakiego tu doświadczycie, stopień immersji, a przede wszystkim wprawiająca w euforię dawka czystego funu z gry i ogromna ilość adrenaliny są wprost nie do opisania i w tym przypadku to, że pokój ma niemal same oceny 10/10 na LockMe nie jest dziełem przypadku czy krewnych i znajomych królika. Tutaj dziesiątki wydają się niewystarczające. American School Story jest tak świetny, że na samo jego wspomnienie będziecie się szeroko uśmiechać (jak ja teraz, pisząc tę recenzję :D).

Ten pokój to trwające półtorej godziny dzieło sztuki (spektakl? widowisko? przygoda?), które konsumuje się z taką przyjemnością jak dobrą literaturę czy pasjonujący film. To uczta wizualna, uczta muzyczna, uczta intelektualna i uczta... jeszcze innego rodzaju, ale tego musicie zasmakować już sami, bo nie zamierzam spoilerować :D

Bardzo przypadły mi do gustu zagadki. Są w 100% spójne z klimatem. Kilka z nich było moim zdaniem bardzo trudnych, ale i bardzo, bardzo satysfakcjonujących. Myślę, że paru bym sama nie rozkminiła, ale na szczęście byłam w doborowym składzie i chłopaki dali radę ze wszystkim, czego bym nie umiała :D Od strony designu zagadki zostały super zrobione – zawsze dostawało się feedback, że się coś dobrze wymyśliło, wszystkie mechanizmy działały bez zarzutu, a rozwiązania (z jednym wyjątkiem) były w pełni logiczne i nie budziły żadnych wątpliwości co do swojej poprawności.

Klimat, jaki udało się stworzyć, to coś po prostu niesamowitego. Zwłaszcza to, jak ewoluuje w ciągu gry. Momentami jest hiperrealistyczny, innym razem groteskowy, czasem śmieszny, czasem taki, że ciarki chodzą po plecach. Wywołuje tyle różnych emocji!

Pewne smaczki w wystroju – obecne już na samym początku – zaczyna się rozumieć i doceniać dopiero później. Super! Fantastyczne jest budowanie napięcia przez całą grę. Jest też świetna fabuła. Nie taka na doczepkę, żeby była, a taka, którą z ciekawością się poznaje.

Ekstra jest to, jak bardzo można wchodzić w interakcje z pokojem. W pewien sposób daje on graczom możliwość dokonania wyboru i dostosowuje się do tego, co zrobicie :D Fantastyczne byłoby, gdyby więcej twórców escape roomów podążyło właśnie w tym nowym kierunku wyznaczonym przez American School Story. Czekamy.

To, czego nie ocenię, to związek z serialem "American Horror Story", ponieważ go nie oglądałam. Jedyne nawiązanie do niego, jakie zauważyłam, to używanie charakterystycznej czczionki.

Chciałoby się, żeby ten pokój nigdy się nie skończył.

Aktualnie to mój ulubiony escape room! <3

Dodam jeszcze, że właściciele Fox O'clock to przemili ludzie i pasjonaci escape roomów, z którymi po grze można wdać się w dyskusje o naszym ucieczkowym hobby.

------------------------------------------------

CO WARTO WIEDZIEĆ PRZED GRĄ

– Fox O'clock mają dwie lokalizacje. Upewnijcie się, że idziecie do dobrej ;)

– Bartek jest niezrównany w prowadzeniu gry <3 Jeśli chcecie doświadczenia na najwyższym poziomie, to poproście, by to on Wam prowadził rozgrywkę (chociaż słyszałam, że drugi prowadzący też daje czadu).

– Na LockMe jest napisane, że pokój nie jest dla epileptyków, ale nas zapytali przed grą, czy ktoś z nas nie ma epilepsji, więc przypuszczam, że mają w takiej sytuacji wypracowane jakieś rozwiązanie.

Overall rating: 10/10

Customer service: 10/10

Interior: 10/10

Difficulty: Hard

Escape room W cieniu piramid
W cieniu piramid

Egipskie zagadki

2/21/20 | visit date: 2/20/20

Trusted review

To trzeci odwiedzony przeze mnie ER, którego akcja toczy się w piramidzie. Pod względem klimatu rozkłada pozostałe na łopatki. Mamy tu świetny wystrój i przemyślany scenariusz. Gdy się przemieszczamy, słychać różne odgłosy, pasujące do właśnie odkrywanego miejsca. Zmienia się też oświetlenie. Wszystko to pozwala jeszcze lepiej wczuć się w przygodę. Do tego przynajmniej część znajdowanych hieroglifów jest autentyczna (sprawdziłam po wyjściu). Podoba mi się realizm tego miejsca, to, że prawie wszystkie techniczne rzeczy (kabelki itp.) są dobrze ukryte, a dekoracje bardzo ładnie wykonane.

Mistrz gry był całkiem OK – sympatyczny i nie narzucał się z podpowiedziami. Mógłby jednak popracować nad tym, by dawane podpowiedzi były mniej dosłowne... Zamiast podpowiedzi dostałyśmy pod koniec gry całe rozwiązanie zagadki na tacy :< Być może to dlatego, że czas nam się kończył, ale still...

Zagadki stanowią mieszankę popularnych łamigłówek escape roomowych. Bardzo wiele z nich już gdzieś spotkałam, ale tutaj zyskały nowe ładne opakowanie. Mam wrażenie, że ktoś zebrał dużo często występujących i lubianych escape'owych zagadek, ale przepuścił je przez "filtr zajebistości" czy też "filtr starożytnoegipskości". Z niektórych oklepanych łamigłówek udało się dzięki temu wyciągnąć zaskakująco wiele. "W cieniu piramid" zagadki naprawdę dobrze pasują do klimatu, a wręcz tworzą ten klimat! Kilka było dla mnie zupełnie nowych. Przeważają zdecydowanie zagadki w stylu "połóż coś gdzieś i wtedy coś się stanie". Nie ma ani jednej kłódki.

Dla mnie największym przeżyciem było zakończenie, ale koleżanka, z którą byłam, chyba nie powie tego samego xD

Overall rating: 9/10

Customer service: 8/10

Interior: 10/10

Difficulty: Medium

Escape room Dooby Doo
Dooby Doo

Scooby-Dooby-Doo!

2/16/20 | visit date: 1/12/20

Zagadki. Tajemnice. Te rzeczy kochałam od zawsze. To one sprawiły, że "Scooby Doo" stał się jedną z moich ulubionych bajek dzieciństwa. To za ich przyczyną założyłam bloga o zagadkach. I to właśnie one sprawiły, że gdy tylko usłyszałam w 2014 roku o escape roomach, momentalnie stały się jednym z moich głównych hobby :D Poczułam się wtedy tak, jakby ktoś stworzył hobby specjalnie dla mnie! :D

Od jakiegoś czasu na facebookowej grupce "Fani Escape Room" zawsze, gdy ktoś pytał o escape'owe rekomendacje we Wrocławiu, jako jedna z pierwszych odpowiedzi padało "Dooby Doo". Dla mnie "escape room" + "Scooby Doo" to było takie zagadkowe kombo, że wiedziałam, że wcześniej czy później na pewno tu pójdę. I oto udało się!

Odwiedziliśmy Scooby'ego we trójkę, chociaż tak naprawdę we dwoje. To znaczy jeden kolega już był wcześniej w tym pokoju i poszedł z nami dla towarzystwa. Nie uczestniczył w rozwiązywaniu zagadek, ale od czasu do czasu mówił nam, ile czasu nam zostało do końca (co było bardzo przydatne, bo w pokoju nie ma niestety żadnego systemu informowania graczy o upływającym czasie), trzymał latarkę, jak otwieraliśmy jakąś kłódkę, a po rozwiązaniu niektórych zagadek komentował czasem, ile czasu zajęło ich drużynie dotarcie do nich czy jak przebiegało ich rozwiązywanie.

Długo się zastanawiałam, czy wystawić Dooby'emu ocenę 9, czy 10. Doszłam do wniosku, że sam pokój zdecydowanie zasługuje na 10, a jedyny powód, dla którego rozważałam danie 9 to pewien drobny zgrzyt na linii my–obsługa, o czym później.

"Dooby Doo" jest doskonale przemyślany, od początku do końca. Ma świetną fabułę – naprawdę jest historia, którą się poznaje w trakcie i gracze są częścią tej historii. Jest immersja, tworzona za pomocą sprytnych zabiegów fabularnych, super! Jest BARDZO DUŻO zagadek, czujemy się po prostu jak w zagadkowym raju! :D Kilka zagadek mi się wyjątkowo spodobało. Do jednej mam drobniutkie zastrzeżenie logiczne ;)

Czekające graczy zadania są bardzo różnorodne i obracające się wokół wielu charakterystycznych motywów znanych z kreskówki. Wiele razy można się uśmiechnąć, gdy pojawia się jakiś smaczek z bajki :) Czuje się, że ten pokój jest robiony z sercem, pełny, że wszystko w nim jest, co być powinno – wszystko to, na co się człowiek nastawia, idąc do pokoju o tematyce Scooby'ego... a nawet trochę więcej!

Jest też to, co chyba wszyscy w escape roomach kochamy – odkrywanie kolejnych lokacji, różniących się od poprzednich. Jest ogromna przestrzeń do eksploracji. Kilka razy się wydaje, że to już teraz, już-już pokój się skończy, a tu odkrywamy kolejne miejsce i kolejne zagadki! :D

Są momenty stworzone tylko po to, by czerpać maksymalną przyjemność z rozwiązywania zagadek i z tego, co się w pokoju dzieje. Są też momenty humorystyczne, co mi się bardzo podoba i ku swojemu zadowoleniu coraz częściej widzę takie elementy w escape roomach. Jest daleko posunięta interakcja z pokojem. Czasem jako gracze musimy zrobić jakieś śmieszne czy wciągające jeszcze głębiej w klimat rzeczy.

Jest też bardzo sensowne wprowadzenie do pokoju (wprowadzenie fabularne jest połączone z przedstawieniem zasad). A wielki finał tej całej historii jest wprost cudowny! :D

Natomiast całe doświadczenie troszkę mi popsuła interakcja z panią z obsługi, która przed grą zarzuciła nam, że się spóźniliśmy, mimo że dotarliśmy na miejsce jakieś 5–7 minut przed grą. Okazało się, że była jakaś informacja w mailu, że trzeba być 15 minut przed zarezerwowanym terminem, ale ja tego maila nie miałam szansy nawet widzieć (był na koncie kolegi, który rezerwował pokój). Na LockMe ani stronie internetowej nie ma o tym żadnej informacji. Zostaliśmy poinformowani, że w związku z tym nasz czas na grę zostanie ucięty – i to jest dla mnie jak najbardziej OK i fair, chociaż uważam, że znacznie lepiej byłoby, żeby godzina rezerwacji oznaczała po prostu czas rozpoczęcia wprowadzenia do gry – inne escape roomy tak robią i moim zdaniem się to dobrze sprawdza. Natomiast to, co mi się nie podobało, to to, że bezpośrednio po grze – którą ukończyliśmy przed czasem, bez brania żadnych podpowiedzi – pani z obsługi postanowiła znowu wrócić do tematu, że się spóźniliśmy i nam to wyrzucać :/

Liczyłam raczej na wciągającą rozmowę o ciekawych escape roomach, o naszych przeżyciach, tworzeniu pokoju itp., tym bardziej że tego samego dnia w drugiej placówce Fox'O'Clock mieliśmy super rozmowę z właścicielami.

No ale ostatecznie nie będę przez to obniżać oceny świetnemu pokojowi! :)

Overall rating: 10/10

Customer service: 7/10

Interior: 8/10

Difficulty: Medium

Escape room Pogrzeb Arystokraty
Pogrzeb Arystokraty

Czyj to pogrzeb?

2/16/20 | visit date: 1/11/20

Chciałabym zacząć od deklaracji, że w tej firmie znajduje się jedna z najbardziej klimatycznych poczekalni, jakie widziałam... i słyszałam! :D Chociażby dla niej warto już odwiedzić to miejsce.

Skoro już poczekalnia jest tak dopracowana, to oczywiście pokoje też. "Pogrzeb Arystokraty" ma nieco inną atmosferę, niż sobie wyobrażałam wcześniej, ale konsekwentnie oddaną przez większość gry. Mimo że pokój jest przepakowany elektroniką, to nigdzie nie znajdziemy wystającego kabelka :) W środku znajdziemy za to bardzo ładnie wykonane rekwizyty, drewniane dekoracje, szczególnie – jak można się domyślać – trumny.

Zagadki są różnej trudności i typu – od bardzo łatwych do naprawdę trudnych. Większość z nich fajnie współgra z tworzonym klimatem. Niestety jedna zagadka kooperacyjna zaburzyła nasze flow. Uważam, że jest nieintuicyjna. Wiele grup rozwiąże ją pewnie dobrze od razu i nawet nie zwróci uwagi na ten jeden kluczowy niuans wymagany do jej rozwiązania, a inne grupy spędzą nad nią wiele minut, nie wiedząc, co robią źle (jak my :P ). Dodatkowo ta sama zagadka nie pasuje mi zupełnie do klimatu, zbyt po niej widać jej "elektroniczność", "współczesność" i "bycie zagadką".

Obsługa jest bardzo sympatyczna, ale troszeczkę mi zaspoilowała jeden element pokoju – jednak rozumiem, że to wymóg bezpieczeństwa i trudno by to pewnie było zrobić inaczej.

W dni pozaweekendowe – po wcześniejszym umówieniu się z obsługą – istnieje opcja fabularnego połączenia ze sobą wszystkich trzech pokojów z trylogii. Myślę, że to super sprawa! :) Chociaż nie graliśmy w ten sposób, to mistrzyni gry po wyjściu z "Krypty" (w której graliśmy tego samego dnia, co w "Pogrzebie") opowiedziała, jak to wygląda i myślę, że BARDZO warto spróbować tej opcji :)

Overall rating: 8/10

Customer service: 9/10

Interior: 9/10

Difficulty: Medium

Escape room Noc żywych trupów
Noc żywych trupów

Aaa... kotki dwa... i zombie

2/11/20 | visit date: 1/11/20

Bardzo mi się podoba w tym pokoju to, że aby go przejść, trzeba myśleć fabułą :)

Zagadki pasują do historii. Kilka mi się niesamowicie spodobało! Nie ma zrzynek od innych escape roomów, bardzo dużo zagadek jest oryginalnych, a wszystkie są w pełni logiczne i można je rozwiązać o własnych siłach. Jest parę momentów wymagających większego wytężenia umysłu... i to jest super! :D

Jeśli chodzi o klimat, to jest on wyraźnie odczuwalny, w czym niemałą rolę ma dobrze dobrana muzyka, a także dopasowanie zagadek do tematyki pokoju. Jeśli chodzi o wystrój, to jest on czasem robiony po kosztach i niektóre elementy mogłyby zostać zastąpione czymś wyglądającym lepiej. Momentami dekoracje są bardzo mało realistyczne.

W fajny sposób można śledzić swój postęp w grze – orientujemy się, ile nam mniej więcej zostało zagadek do rozwiązania, bo naszym celem jest zebranie określonej liczby przedmiotów niezbędnych do przetrwania w świecie zawładniętym przez zombie.

Zagadkowo pokój jest najwyższych lotów, natomiast wystrój można by jeszcze dopieścić.

Po zabawie do escape roomu wtargnęły dwa urocze kociaki i przyjemnie było je obserwować, bawiące się wśród zombie w postapokaliptycznym świecie, podczas gdy z mistrzynią gry rozmawialiśmy o pokoju. Jeśli też uwielbiacie koty, to podpowiem, że jeden z nich ma bzika na punkcie zajączków z zegarka ^_^

Overall rating: 9/10

Customer service: 10/10

Interior: 8/10

Difficulty: Medium

Escape room Poznaj Wolfganga
Poznaj Wolfganga

Gdzie my jesteśmy? O_O

2/10/20 | visit date: 1/10/20

Początek gry jest znakomity... Na pół godziny przed grą orientujesz się, że nic nie wiesz. Na kwadrans przed grą wiesz jeszcze mniej :D A potem się zaczyna... I po chwili znowu nic nie wiesz!

"Poznaj Wolfganga" to świetnie przemyślany fabularnie escape room, w którym nie zabraknie zaskoczeń. Ograniczenie liczby graczy do trzech jest nieprzypadkowe – zostało podyktowane pomysłem na scenariusz historii, którą przeżyją (jeśli im się poszczęści ;) ) gracze.

Pokój ma na LockMe etykietkę "thriller" i muszę przyznać, że z każdym kolejnym thrillerem coraz bardziej kocham tę odmianę escape roomu! Super jest to, jak bardzo w thrillerach czujemy, że to się dzieje naprawdę, jak duży nacisk jest położony na historię i budowanie w graczach przeróżnych emocji – w przypadku "Wolfganga" przede wszystkim napięcia, niepewności i ogromnej ciekawości, co będzie dalej.

Trochę niechcący wyłączyliśmy jednego kolegę z połowy gry; kto był, pewnie się domyśli, w jaki sposób :P Ale mówi, że dobrze się bawił!

Dodatkowe zalety gry to samo miejsce rozgrywki (bardzo nietypowe jak na escape room!) oraz humorystyczne niespodzianki w środku.

Zagadek jest całkiem sporo, biorąc pod uwagę niewielką przestrzeń. Gdy po ucieczce przechodziliśmy pokój od początku, żeby wszyscy zobaczyli wszystkie zagadki, to aż nie mogłam sobie przypomnieć, skąd braliśmy niektóre przedmioty. Jedna zagadka była dla mnie szczególnie ciekawa, ale sporo z nich było całkiem fajnych.

Właściciele są super ludźmi; po grze można z nimi spędzić całe godziny na gadaniu o escape roomach <3 Polecam ich spytać, skąd wziął się pomysł na nazwę tego pokoju, bo też kryje się za tym historia. Opowiadali nam dużo o tworzeniu pokoju i widać, że włożyli w niego duuuużo serca.

Jeśli będą otwierać kolejny ER, wcześniej czy później go na pewno odwiedzę.

To był mój drugi escape w 2020 (po "Polskim Skarbcu") i wygląda na to, że zapowiada się wyjątkowo udany escape'owy rok! :D

Overall rating: 10/10

Customer service: 10/10

Interior: 10/10

Difficulty: Medium

Page 1 of 12

Show next